Bali, a to Ci była przygoda… (dużo zdjęć!)

10 grudnia 2016 20:06 0 2824
d-1

Pierwsza, kiedy na lotnisku, zaraz po wylądowaniu, nie zadziałała nam karta… W żadnym z kilku bankomatów nie mogliśmy wypłacić pieniędzy. W żadnym! Wyobrażacie sobie ten stres? Niedziałająca karta, brak jakiejkolwiek gotówki i my – sami, samiusieńcy na drugim końcu świata… Ale ostatecznie jeden z dobrych taksówkarzy zawiózł nas do centrum, do innych bankomatów… Oczywiście za podwójną stawkę… Ale dzięki Bogu, zadziałało!

Druga, kiedy wypożyczyliśmy skuter i – nieświadomi praw, jakimi rządzi się ta wyspa - prawie byśmy się roztrzaskali z jadącą z naprzeciwka ciężarówką… Właściwie jedynym prawem jest brak jakichkolwiek praw. Niezbyt wiele tu znaków, praktycznie żadnych ograniczeń prędkości, jeżdżenie pod prąd czy po chodnikach to norma a policja? Tylko macha ręką…

zachod-1-of-1-11-4-horzzachod-1-of-1-3-6

Trzecia, w Ubud… kiedy piękno i klimat bali nas POWALIŁY!! Zieleń pól ryżowych, smak wody z orzechów kokosowych, zapach kadzideł na ulicy… Jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na ziemi!!

zachod-1-of-1-10-5zachod-1-of-1-6-3-horzzachod-1-of-1-7-5

Czwarta w Lovinie… kiedy rozczarowani tym czymś, co się zwało “miastem” i brzydką plażą, zrezygnowani trafiamy do lokalnego baru, gdzie lokalsi grają na gitarze i śpiewają lokalne piosenki…No to śpiewamy i my! I pijemy lokalny arak z “podziemnej bimbrowni”, poznajemy historie, prawdziwe życie! Że nie wspomnę o najpiękniejszych randkach i kąpielach w morzu o zachodzie słońca…

j-1k-horz zachod

Piąta w Padang Bai… kiedy nieświadomi przyczyn odkrywamy, iż ponownie nie działa nam karta. Znowu zostajemy bez gotówki i tym razem ŻADEN, absolutnie żaden bankomat nie działa! Nie mamy za co zapłacić za pokój, nie mamy również na jedzenie. Za ostatnie pieniądze kupujemy wodę i benzynę, i jedziemy do stolicy, do bankomatu, który wcześniej działał… Nie działa. Jedziemy do Ubud… Ten też nie działa. Po drodze próbujemy jeszcze w jakiś 50 innych, ale odnosimy sromotną klęskę. Wracamy w środku nocy z pustym bakiem i brakiem $$ na hostel. I co dalej?? Wyrozumiały Balijczyk gości nas, karmi, nawet pożycza pieniądze, a my nadal zachowujemy się jak te muchy, co obijają się o okno… Wtem… niespodziewany zwrot akcji. Jakaś Australijka tłumaczy nam, że Bali to kraj o podwyższonym stopniu ryzyka i może to bank zablokował nam kartę… TAK! Dlaczego nie wpadliśmy na to wcześniej?? No to… czekamy. Między nami a Polską jest 7 godzin różnicy. Banki zamknięte. Ludzie śpią. Nad (polskim) ranem dzwonimy, problem rozwiązany w 5 minut… Śmieszne? No trochę… Ale śmieszniej jest, gdy idziemy z ODBLOKOWANĄ kartą do bankomatu i dalej nie działa… Ani jeden, ani drugi, ani piąty… Nie wiem już co robić…Znowu trzeba jechać do stolicy…

Tamtej doby zrobiliśmy pewnie ze 400km na oślep szukając rozwiązania, które tak banalnie leżało pod naszym nosem… Śmieszne? Być może. Ale ta sytuacja nauczyła nas przede wszystkim, żeby… podróżować z drugą kartą :P Też. Ale najważniejsza lekcja to ta, że niezależnie od tego jak rozpaczliwa wydaje się sytuacja – zawsze jest jakieś wyjście!! Trzeba tylko cierpliwie szukać!! I nigdy się nie poddawać!! Ostatecznie karta nam zadziałała, a problemem okazał się chip – zbyt nowoczesna instalacja jak na balijskie standardy. Tamtejsze bankomaty nie są wyposażone w czytniki chipów, a nasz bank, zablokował możliwość używania karty “po pasku” w tym kraju. Koniec końców, znalazły się jednak 3 bankomaty na wyspie, w których mogliśmy wypłacać pieniądze ;D

n-1 zachod-1-of-1-14-2

Szósta w Denpasar… kiedy jadąc naszym wypożyczonym skuterkiem, z ręcznikami owiniętymi na spalonych ramionach, prosto z plaży, z jednym jedynym plecakiem dobytku między nogami… do kolejnego (tym razem nieco bardziej atrakcyjnego) hotelu, zatrzymali nas ochroniarze. Dopytywali, czy my przypadkiem nie pomyliliśmy hoteli… Za drugim razem szukali u nas bomby…

Siódma na White Sand Beach…Gdzie pogrążeni w pogawędce z miłą Kanadyjką polskiego pochodzenia – nie zwracamy uwagi na nasze rzeczy pozostawione na plaży. Skutkiem tego wieeeelka fala zmywa nasz sprzęt – tracimy lustrzankę  :cry:

c-1img_7130-3-horz

Ósma w Aling-Aling, wodospadzie, na którym pokonywaliśmy własne lęki i spełnialiśmy marzenia! “Zjerzdżaliśmy” na naturalnej ślizgawce wyżłobionej przez wodospad!! Skakaliśmy z klifów!! 5m! 10m! 15… a nie, to ostatnie innym razem :P Ale przeżycie nieprawdopodobnie piękne!

zachod-1-of-1-17-3l-1-horz

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

up