Czy warto odwiedzić Santa Cruz na Teneryfie?

22 lutego 2016 19:32 8 3403
vista-general-al-anochecver-de-plaza-espana-en-tenerife

W tym mieście nie ma leżaków z drinkami i pań w bikini. Jest za to coś co bardzo się spodoba wszystkim tym, którzy uwielbiają doznawać.  

Przez trzy tygodnie miałem przyjemność wędrować po tej pięknej wulkanicznej wyspie. Mieszkaliśmy na południu w słynnym kurorcie Los Cristianos. W Puerto de la Cruz i Santa Cruz – stolicy wyspy. Będąc w tych trzech kulminacyjnych punktach mogłem poznać całą wyspę i stwierdzić gdzie warto się wybrać żeby poznać prawdziwą kulturę kanaryjską.

Południe jest sztucznie stworzone na potrzeby turystów. Kurort zwabiający słoneczkiem i drinkami turystów z krajów europy zachodniej. Głównie Niemcy, Brytyjczycy, Skandynawowie i Szwajcarzy. Od rana do nocy siedzą w knajpkach i wpieprzają wszystko co się da popijając to hektolitrami alkoholu. Nie patrzą na cenę, wydają jak leci. Biznes się kręci. Gra głośna muzyka. Dziewczyny chodzą w bikini, murzyni handlują zegarkami a restauracyjni naganiacze stają na głowie żebyś tylko wybrał ich restaurację. Jeden wielki tłok. Nie ma to nic wspólnego z lokalną kulturą.

Po paru dniach udajemy się na północ do Puerto de la Cruz. To miejsce można nazwać jednym słowem „SANATORIUM”. Tam nie ma już tak głośnej muzyki, zabawy i nie ma młodzieży. Wszędzie siedzą seniorzy. W kawiarniach, restauracjach, na ławkach i cieszą się chwilą. W mieście panuje niebywały spokój i cisza. Co prawda można spotkać więcej rdzennych Kanaryjczyków, ale przy tak dużej ilości przyjezdnych emerytów nawet ich nie czuć. Zabili klimat tego miasta. Świetne miejsce na spokojną emeryturę, a nie dla dwójki dwudziestolatków z ogromnym apetytem na przygody.

Wyruszamy więc do stolicy. Santa Cruz nas mile zaskakuje. Życie nie kręci się wokół plaży i turystów. Nie ma tego całego jargonu. Murzynów z torebkami, naganiaczy w restauracjach, głośnej muzyki i całego turystycznego klimatu. Jest życie. Prawdziwe życie. Dzieciaki chodzą do szkół. Ludzie do pracy i czuć rytm dnia. W parkach są miejscowi z całymi rodzinami. Plotkują i cieszą się chwilą. Są specjalnie wydzielone miejsca dla psów. Mają nawet swój plac zabaw. Nikt nikomu nie przeszkadza. W knajpach nikt nie mówi po angielsku, a obsługa chcąc pokazać co ma do zaoferowania zabiera klienta do kuchni i pokazuje co jest. Nie ma tylu frytek i hamburgerów. Kuchnia jest miejscowa. Same miasto przypominało nam Poznań. Duże, przestronne i z tramwajami. Wszędzie pełno ludzi, ale innych ludzi. Takich otwartych, szczęśliwych i dobrze nastawionych do życia. Czuć tą całą przyjemną atmosferę. A do tego są duże budowle, galerie handlowe, kino, teatr i cywilizacja. Nie ma się wrażenia, że jest się na wsi jak w pozostałem części wyspy. Ma się wrażenie, że jest się w raju.

Zmieniło to całkowicie mój obraz wyspy. Santa Cruz jest miejscem w którym mógłbym zamieszkać. Jako młody człowiek uwielbiam życie. W pozostałych częściach wyspy mi tego brakowało. Czułem się jak kolejny turysta, który musi zostawić kupę kasy, a jedyną rozrywką jest wyjście do knajpy. A tam tego nie czułem. Przyjezdni giną w tłumie miejscowych i to jest piękne. Można poczuć to miejsce takie jakim jest. W parku możesz pograć w piłkę z lokalnymi ludźmi, poćwiczyć na otwartej siłowni czy najzwyczajniej w świecie siąść na głównej ulicy i poobserwować ich życie.  

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

8 comments on Czy warto odwiedzić Santa Cruz na Teneryfie?

  1. Arleta pisze:

    Każde ciepłe miejsce w zimie staje się sanatorium dla seniorów na emeryturze :) a nawet nasze polskie wybrzeże przed i po lecie jest jednym wielkim sanatorium… nic w tym strasznego ani dziwnego, to „ich pora na wakacje”

  2. Delikatny pisze:

    Wygląda na to, że megawarto! Ja z kolei poceam Ci Pilicę, super rzeka na kajaki!

  3. Elsa pisze:

    Myślę, że warto zwiedzić każde miejsce jeśli tylko mamy taką możliwość. Sama ostatnio byłam na Kubie i mimo, że wielu ludzi mówi, że nie warto bo za te pieniądze można odpoczywać w 5* hotelach to ja mówię „ZDECYDOWANIE WARTO!”. Wszędzie zobaczymy coś innego, czy to na Teneryfie, czy na Kubie czy w Etiopii. Jeśli jeszcze ktoś nie był na Kubie, a ma taką możliwość to polecam całym sercem. Już prawie nigdzie nie zobaczymy i nie powspominamy komunizmu, a tak widzimy go żywego i zdrowego.

  4. marcin pisze:

    niesamowite jak można się zachwycac brzydkim miastem portowym;p puerto de la cruz tez jest po prostu turystyczne i tyle… trzeba bylo sie zatrzymac w la orotavie lub los realejos żeby poczuć kanary a nie w stolicy portowej;p

    • Vicky pisze:

      Mieszkaliśmy w Los Realejos, ale za dużo tam Niemców. Odwiedziliśmy też La Orotavę, Garachico i kilka innych, pomniejszych miasteczek, ale żadne z nich nie zrobiło na nas takiego wrażenia. Stolica mimo wszystko była najbardziej lokalna, a poza tym przepiękna. I duża, a my gustujemy w duuużych, pełnych życia miastach :D

  5. Ja podobnie przejechałem się kiedyś na Bułgarii. Dopiero dało się poczuć klimat kraju po wyjeździe z turystycznych miejscowości. A obecnie polecamy Amerykę Południową!

  6. Uwielbiam Teneryfę <3 według mnie krajobrazy jakie można tam zobaczyć są mega!

up