Jak czuje się na diecie wegetariańskiej? 14 zmian w moim życiu.

9 stycznia 2016 20:23 11 6457
picjumbo.com_HNCK7947

Na diecie wegetariańskiej jestem już prawie pół roku i to jest chyba odpowiedni czas na małe podsumowanie. Of course, nie będę Was do niczego namawiać – ale mam nadzieję, że moja przemiana zainteresuje Was i zachęci do małego eksperymentu.

Moja przygoda z wegetarianizmem zaczęła się tak naprawdę już kilka lat temu – nie pamiętam dokładnie, ale będzie ich już pewnie z 6-7. Nie pamiętam też ile to trwało, ale pamiętam dokładnie, że jadłam wówczas ryby. Ot taką pół wegetarianką byłam jeśli to w ogóle można tak nazwać. Tak czy siak, moje zdrowie zaczęło podupadać, więc postanowiłam powrócić do konsumpcji tych „zwierzęcych wnętrzności”. Wierzcie mi – nie było łatwo. Uczyłam się jeść mięso tak, jak dzieci uczą się chodzić. Kawałek za kawałeczkiem, w imię zdrowia i dobrego samopoczucia. Dziś już wiem, że moje zdrowie nie zależało wcale od jego spożywania. Ja po prostu prowadziłam chujowy tryb życia – może i nie jadłam mięsa, ale owoców i warzyw też niezbyt wiele. O braku ruchu nawet nie wspomnę.

Tym razem jest nieco inaczej – jestem dorosła i bardziej świadoma – acz powódki pozostały te same. I wcale nie jest to jakaś empatia do zabijanych zwierząt (nie jestem hipokrytką – przecież kupuje je swoim psom!). Ja po prostu… czuję obrzydzenie. Mięso to trup. Padlina. Zgnilizna. Fuj.

Poza tym – dla zdrowia oczywiście. Nie raz potwierdzono, w setkach badań na ten temat, że spożywanie mięsa niesie za sobą znacznie więcej negatywnych niż pozytywnych skutków zdrowotnych (chociaż nie dotyczy to chyba ryb??). Tyle, że chciałabym Was uczulić, że wegetarianizm wcale nie musi być zdrowszy od jedzenia mięsa (ciężko, żeby bezmięsna pizza była lepsza od sałatki z kurczakiem), ale z założenia powinien być. Tak naprawdę największym problemem nie jest wcale spożywanie mięsa, ale cała ideologia wokół tego skupiona. Polowanie, ubój, stres i cierpienie. Spożywanie mięsa za tłustego z za tłustymi dodatkami. Mit wyższości białka zwierzęcego nad roślinnym i zbyt wiele hormonów, którymi to mięso jest faszerowane. A przy okazji brak warzyw, owoców, błonnika i ruchu. Ale nie chcę oczywiście mięsa bronić – w sumie to raczej chciałabym Was do niego zrazić. Ale to zbyt obszerny temat i zostawię go sobie na innego posta.

Czy ciągnie mnie do mięsa? Ciągnęło tylko pierwszy miesiąc. Teraz mogłoby już dla mnie nie istnieć. No chyba, że do dań mięsnych zaliczymy cheeseburgery z McDonalda – ale to już kwestia sporna :P Moja dieta nadal nie jest idealna – jestem strasznym leniem i nie znoszę gotować. Czasem po prostu wolę iść na łatwiznę i opędzlować makaron z dodatkiem pesto z Lidla, ale mimo wszystko moje nawyki zmieniły się diametralnie. A za nimi, całe moje życie…

picjumbo.com_HNCK5716

Co zmieniło się w moim życiu, odkąd przeszłam na dietę wegetariańską?

1) Mam więcej energii.
Budzę się wypoczęta i łatwiej mi zmagać się z wyzwaniami dnia codziennego. A uwierzcie mi – nie zawsze tak było. Często już o poranku opadałam z sił – mimo solidnego śniadania oczywiście. Podejrzewam, że miałam niedobór witamin i soli mineralnych. A może zbyt zakwaszony organizm?!

2) Wyglądam lepiej.
Moja cera ma kolor (gdzie się podziała moja blada twarz?!), pierwszy raz w życiu nie mam białych plamek na paznokciach i nie dokucza mi ich łamliwość. Nawet włosy wyglądają całkiem nieźle, chociaż codziennie maltretuje je nasz Dzidunio  :lol:

3) Nie tyję.
Mimo iż jem co chcę i kiedy chcę. Kiedyś pilnowałam się diety – dziś już nie muszę. Po pierwsze dlatego, że produkty które jadam raczej do kalorycznych nie należą, a poza tym…

4) Nie podjadam.
Naprawdę rzadko zdarza mi się wcinać słodycze (rzadko tj. raz-dwa w tygodniu) – nie odczuwam już takiej potrzeby. Myślę, że moja wegetariańska dieta jest na tyle bogata w składniki odżywcze, że organizm się ich już tak nie domaga. No i brak wahań cukru we krwi. A odkąd dołożyłam do tego ćwiczenia – mój organizm sam się buntuje i np. nie pozwala mi jeść chipsów. Choćbym i bardzo chciała – nie mogę. Już po kilku sztukach łapie mnie okropny, przeszywający ból w żołądku i muszę je odstawić. Cóż, nie boleję nad tym jakoś za bardzo.

5) Nie choruję.
Nigdy nie należałam do osób za specjalnie chorowitych, ale sezonowe przeziębienia często mnie dopadały. W tym roku – nic. Choćby i mróz, wilgotne włosy czy nawet sylwester o gołych nogach – a ja – nic a nic!

6) Mam lepsze wyniki  badań krwi.
Cukier, cholesterol, żelazo w normie. Mimo stereotypów, anemia przeszła mi właśnie PO odstawieniu mięsa – czyżby paradoks?!

7) Nie mam wahań nastrojów.
Zaspokojenie potrzeb w mikro i makro elementy sprzyja równowadze hormonalnej – a ta – optymistycznemu spojrzeniu na świat. Koniec z irracjonalnymi napadami płaczu i niespodziewanymi wybuchami agresji  :lol:

8) Skurcze też mnie już nie łapią.
Czyżby znowu się wszystko sprowadzało do zaspokojenia mikro- i makroelementów?

9) Poznaję wiele nowych smaków.
Dieta wegetariańska nie jest z początku dietą łatwą. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do wzorcowego mięsa z ziemniakami, makaronu z mięsnym sosem czy mięsnych zapiekanek, że typowemu, wegetariańskiemu świeżakowi – takiemu jak ja – ugotować bezmięsny obiad to nie lada wyzwanie. Ale jak już się w to wejdzie – czekają nas smaki, które się naszym kubkom smakowym nie śniły!

10) Oszczędzam na żywności.
Dieta bezmięsna jest względnie tańsza. Żaden owoc czy warzywo nie kosztuje na kilogram tyle, ile kosztuje kilogram mięsa czy ryb. Względnie, bo wiadomo, że jak podniebienie wybredne to i koszta rosną.

11) Wzrosła moja samoświadomość.
Wegetarianizm to styl życia. To wybór świadomego, zdrowego życia. To chęć jego wydłużenia i wyciśnięcia z niego tyle, ile się da. To przejęcie kontroli nad własnym ciałem i umysłem. Nie pozostawia on miejsca przypadkowi ani wymówkom. I wykracza daleko poza ramy bezmięsne.

12) Zaczęłam uprawiać sport.
Przecież trzeba gdzieś tą nadwyżkę energii skumulować, co nie? ;)

Ale nie wszystko zmieniło się w moim życiu na lepsze. Są też zmiany negatywne:

13) Mam problemy z zamówieniem czegoś w restauracji.
I to nie tylko w małych miasteczkach. Nawet w Lublinie. Serio. Ok, może większość restauracji ma jakieś propozycje dla wegetarian, ale to maks. 3 dania. Zazwyczaj byle jakie, odgrzewane przystawki z pobliskiego sklepu. Naprawdę bardzo brakuje mi tu restauracji z rozbudowanym, bezmięsnym menu. Może w większych miastach sytuacja ma się trochę lepiej.

14) Ludzie się podśmiechują.
Niby żyjemy w epoce tolerancji i wolności wyboru, a jednak ludzie mają problem z ich uszanowaniem. „Co Ty znowu wymyślasz?”, „To choroba psychiczna”, „I jak Ty funkcjonujesz?”, „Zagłodzisz się”, „Nie będziesz zdrowa”, „Będziesz miała anemię”, „Przecież tak się nie da”, etc, etc… Stawianie ocen nie mając bladego pojęcia o sprawie i nigdy nie próbując nawet zmian jest chyba dla naszego społeczeństwa typowe, acz wkurzające. Kraj pierdolonych ekspertów kurwa mać.

.

Oczywiście, już się przyzwyczaiłam i przeważnie mam wyjebane. Nie bronię się, nie próbuję tłumaczyć – po prostu to olewam. Każdy z nas ma tylko jedno życie i ma prawo przeżyć je tak, jak sam chce – z mięsem czy bez to już sprawa osobista. Ja Was na pewno namawiać do tego nie będę, acz gorąco zachęcam – spróbuj zanim ocenisz! Wytrwaj jeden miesiąc i poczuj na własnej skórze, jak zmieni się Twoje życie!

 

„Człowiek może zdrowo żyć nie zabijając zwierząt dla pożywienia. Dlatego też, jeżeli zjada mięso, uczestniczy w odbieraniu zwierzętom życia tylko po to, aby zaspokoić swój apetyt.”
Lew Tołstoj

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

11 comments on Jak czuje się na diecie wegetariańskiej? 14 zmian w moim życiu.

  1. Ania pisze:

    Świetny post, myślę, że zainspirujesz wiele osób do refleksji nad własną dietą, a może też pewnych eksperymentów :)
    Jak już wspomniałaś – problemem dla początkujących może być wymyślenie ciepłego, wartościowego obiadu bez mięsa, dlatego super by było, gdybyś zamieściła jakieś propozycje :) Na przykład ja mam problem z wymyśleniem, co mogłoby być wegetariańskim „daniem głównym do ziemniaków”. Mój mąż jest amatorem potraw mięsnych i chciałabym, żebyśmy warzywno-skrobiową część mogli jeść tą samą, a różny przygotowywać tylko ten „gwóźdź” posiłku ;)
    Swoją drogą – czy Damien też jest na diecie wegetariańskiej? ;)

    • Vicky pisze:

      Nie, Damian nadal spożywa mięso, ale jako iż nie gotujemy go w domu – bardzo sporadycznie. A co do przepisów to my raczej nie szukamy nic wymyślnego (tym bardziej, że nie mamy piekarnika, mikrofalówki ani żadnych innych sprzętów kuchennych) – bazujemy raczej na prostych potrawach, które gdzieś podpatrzymy. Czasem nauczą nas czegoś znajomi a czasem po prostu robimy zwyczajne danie z pominięciem dodatków mięsnych – możliwości są właściwie nieograniczone. I może kiedyś jakieś propozycje podrzucimy :D

  2. Agnieszka pisze:

    Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności trafiam ostatnio na wege-wpisy i coraz bardziej kusi mnie zmiana diety. Dzięki za Twoje podsumowanie :)

  3. Wiesz z tym zamawiańiem w restauracji to kwestia miejsca. Wegetarianie nitka maja znacznie łatwiej niż weganie, bo w każdej restauracji są ziemniaki i sałatka ;)

    A co do braku tolerancji ze strony innych-jeśli jesteś dla kogoś okazja do śmiechu to dobrze, dzięki Tobię jest więcej radości na świecie. Na tym bym zakończyła ten temat i nie przejmowała się tym, co myślą inni:)

  4. Fibby pisze:

    Poczytuję sobie Was od jakiegoś czasu, w kwestii diety to ja wręcz przeciwnie, bo żywię się zgodnie z paleo :) Wychowałam się na wsi, gdzie hodowaliśmy zwierzęta – jeśli samemu się o nie dba od początku, samemu zabija i oprawia, do każdego kawałka mięsa nabiera się… szacunku. Tu nie ma porównania z kupowaniem w markecie gotowego wydepilowanego kurczaka steryda w plastikowej folii, jak robi to większość „wszystkożerców”. Ale marzy mi się, aby wszystkie zwierzęta przeznaczone na ubój były dobrze traktowane, żywione, bezstresowo zabijane i aby tylko mięso od takich zwierząt trafiało do sklepów.

  5. Kamka pisze:

    Powiem Ci szczerze,że nawet mnie – pierwszą wypominaczkę niezjedzonego bakłażana z mięsem, trochę przekonałaś tym postem..;)

  6. Kamka pisze:

    Powiem Ci szczerze, że nawet mnie – pierwszą wypominaczkę niezjedzonego bakłażana z mięsem, trochę przekonałaś tym postem..;)

  7. Hamak Life pisze:

    Jestem wegetarianką już dłużej niż jestem ;) Wierz mi, że na początku to się ludzie nie tylko podśmiewali, ale patrzyli jak na kosmitę, oględnie rzecz ujmując. Moja ulubiona anegdota knajpiania z dawnych czasów: „co jest bez mięsa?” „bez mięsa mamy kurczaka”…w sumie zdarza się do tej pory. Natomiast podstawowa różnica między stanem niejedzenia mięsa a jedzenia, to dla mnie uczucie lekkości po posiłku, więcej energii i takiego wewnętrznego zadowolenia :)

  8. Natalia pisze:

    Od kilku lat nie jem mięsa. Ostatni punkt jaki prawdziwy :) ehh to ludzkie gadanie

  9. bea pisze:

    Nie licząc 3 dotąd sytuacji wyjazdów na wymagające trekkingi , nie jem mięsa od 2,5 roku , jadam czasem ryby .Moje wyniki krwi zawsze były dobre i teraz to się też nie zmieniło- może ciut poprawiło ( mam 40 lat) – choć wcześniej raczej byłam jedynie weekendowym mięsożercom i do tego wybrednym – gł drób i schab
    kiedyś wcale nie jadłam strączków- nie lubiłam , teraz robię z nich pasty do chleba , pasztety czy kotleciki , otworzyło się masę możliwości nowych .Nie namawiam nikogo nachalnie do diety wege , myślę jednak ,że warto spróbować . Mnie pomogła akcja” zostań wege na 30 dni” ,wcześniej o tym myślałam ,ale nie wiedziałam do końca jak się za to zabrać. Ziemniaki jadam rzadko od 20 lat , więc nie jest to podstawa menu.. gł ryż, kasze , makaron , więc pytanie co do ziemniaka? nie jest dla mnie trafne.. często jadam różne lecza , gulasze , możliwości jest sporo. Nacisk kładę jednak na to by jeść nieprzetworzoną i zdrową żywność , bo sam wegetarianizm z elementami śmieciowego jedzenia na pewno zdrowiu się nie przysłuży. Unikam produktów z białej mąki , słodyczy , chipsów , coli etc- w ogole mnie do tego nie ciągnie.

up