Co robiliśmy w mieście małp?

12 kwietnia 2015 18:23 0 2566
abcd (1 of 1)-54

Niecałe 150km od Bangkoku, jest sobie małe miasteczko o nazwie Lop Buri, które słynie ze swej wyjątkowej osobliwości – surowego reżimu narzuconego przez małpi gang, który terroryzuje miasto. Jest to na tyle niesłychana opowieść, że szybko rozprzestrzenia się po świecie, a każdy, kto udaje się w tamte rejony, chce sprawdzić autentyczność tej legendy – sprawdziliśmy i my!

Lop Buri, godzina 11:00 czasu lokalnego. Wysiadamy na peronie i pytamy miejscowych o drogę. Oczywiście żaden Taj nie potrafi zrozumieć nawet kilku najprostszych słów po angielsku, więc wzruszamy ramionami i idziemy szukać na własną rękę. Nie minęło nawet 5 minut jak napotykamy na swej drodze pierwsze, niewinnie wyglądające stworzonka.

abcd (1 of 1)-42 abcd (1 of 1)-55

To dobry znak, więc kierujemy się dalej na północ, zakupując po drodze prowiant, by się posilić. I kiedy tylko wyszliśmy ze sklepu zostaliśmy nieludzko obrabowani przez kilku członków małpiego gangu. Całe szczęście nie byli agresywni. Okazało się, że mieliśmy szczęście – słodki haracz jest tutaj obowiązkowy, jeśli chcemy być zaakceptowani w tym mieście. Małpy nie lubią obcych, no chyba, że przekupi się ich słodkimi napojami, wafelkami czy chipsami. Uważaj jednak by ich nie znieważyć, bo wbrew utartym stereotypom, małpy nie znoszą bananów ani orzeszków. To jedna, wielka ściema, którą wpajali Ci od dzieciństwa, byś nigdy nie spoufalał się z tymi zwierzętami.

abcd (1 of 1)-49 abcd (1 of 1)-52

„To nie zwierzęta. To mafia” – mówią miejscowi. Ale jakoś z nimi koegzystują i nie widać większych konfliktów na horyzoncie. To pewnie dlatego, że małpy bogacą się na przyjezdnych. Na nas niestety też. Podoba im się wszystko – od kolczyków, przez okulary, po całe plecaki pełne rozmaitości. W zasadzie to nie mają problemów by je otworzyć, ale nasza torba okazała się nie być wystarczająco duża, by je zainteresować.

Zainteresowały je jednak nasze włosy. Chyba bardzo się im spodobały, bo czesały nas dobrą godzinę, co i rusz sprawdzając wytrzymałość i smak naszych mieszków. I kiedy już poczuliśmy się zaakceptowanymi członkami małpiej mafii i zaczęliśmy poruszać się swobodnie – wtedy właśnie – zostałam zaatakowana od tyłu i ugryziona w pośladek. Teraz już wiem, dlaczego tak niewielu turystów próbuje nawiązać z nimi kontakt. To zdradliwe i wredne stworzonka, które posiadają swoje specjalne przywileje i trzeba pamiętać, że odwiedzając to miasto, musimy grać na ich warunkach. Nie mniej jednak – jest naprawdę warto. Bowiem drugiego takiego na świecie nie ma!

abcd (1 of 1)-40 abcd (1 of 1)-46

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

up