Paryż

10 maja 2014 18:23 3 16886
SONY DSC

Paryż, miasto zakochanych. Trzecie na liście najczęściej odwiedzanych miast na świecie, a przy okazji ścisła czołówka na liście moich marzeń – nareszcie odhaczona! Czy rzeczywiście jest tak piękny, tak zachwycający i godny swej rangi?! O tym już za chwilę.

SONY DSC

Do Paryża zawitaliśmy dokładnie tydzień temu i dokładnie o tej porze (18!) zastukaliśmy do drzwi niejakiego Baptiste, który miał być naszym prekursorem w dziedzinie couchsurfingu. Niestety, zastała nas arogancja, brak kultury i lekka anomalia seksualna (być może typowa dla Francuzów). Rzuciliśmy sobie wymowne spojrzenia i nogi wzięliśmy za pas. Tym sposobem trafiliśmy do przytulnego i jakże urokliwego hoteliku, nieopodal Wieży Eiffla. Cena też do przełknięcia – coś koło 60e za noc, co biorąc na warunki paryskie jest ceną całkiem niewygórowaną (łóżko w pokoju wieloosobowym, w hostelu kosztuje ponad 20e za noc). My przynajmniej mieliśmy własną łazienkę i nieograniczony dostęp do wifi. Nazwa hotelu to Prince Albert Wagram Hotel na ulicy Passage Cardinet. Polecamy!

SONY DSC

Paryż skonsumowaliśmy na pieszo, a dokładniej 28km, więc adidaski nie schodziły z mych nóg a paryski szyk został w hotelu. Zagryźliśmy to kolejnymi 10-oma a na deser jeszcze 20. Czwartego dnia leczyliśmy „kaca” – w Disneylandzie :D Ale o tym w następnym poście.

SONY DSC

Zwiedzanie rozpoczęliśmy i zakończyliśmy na Wersalu, bo (przez tą całą swoją popularność) szybko nam się znudziło stanie w ponad 2,5km kolejkach. Każda następna (czyt. Luwr, Notre-Dame, Sacre-Coeur itd.) odpadała. Nawet darmowe bilety nas nie skusiły – wśród rozpychających się wszędzie Chińczyków i tak nic nie da się zobaczyć :/ Szkoda było marnować ten i tak krótki czas, bo w takich warunkach żaden, nawet najpiękniejszy, najciekawszy czy najstarszy zabytek wypada blado. W pamięci mam tylko ścisk, hałas i smród.

SONY DSC

Wieża Eiffla oczywiście była, no bo jak Paryż bez Wieży Eiffla?! Ale na nią też nie weszliśmy, bo kolejka to była na dwie godziny stania, do tego sporo kosztowała, a identyczny wszakże widok (i to za darmo!) jest na Montmartre, spod równie sławnej bazyliki Sacre-Coeur. Tam skusiliśmy się na chill out przy music live show i kolację w blasku zachodzącego Słońca na paryskiej trawce, a co! Jak szaleć, to szaleć! :D

SONY DSC

Podobnie zleciały nam kolejne dni – skupiliśmy się na życiu Paryżan i dobrej zabawie. Spróbowaliśmy typowych, francuskich serów i wina. Jedliśmy najlepsze na świecie kanapki, oczywiście by me(!), oczywiście z bagietki(!), a do tego rucola, pomidory i wędlina wołowa – najdroższa, jaką mieliśmy okazję spróbować. Coś koło 320zł za kg – zaszaleliśmy, a co! Podejrzewam, że to było jakieś królewskie bydełko :P Poznaliśmy też grupkę fajnych ludzi, Polaków na emigracji, którzy zabrali nas do Porte Doree, najstraszniejszego spośród Wesołych Miasteczek :P Zabawa była przednia, co zresztą możecie zobaczyć na filmiku, w poprzednim poście – Podsumowanie Podróży cz. I

SONY DSCSONY DSC

Spacerowaliśmy uliczkami Paryża, zarówno tymi tłocznymi jak Pola Elizejskie, jak i tymi mniej znanymi, gubiąc się na wzgórzu Montmartre, a nawet tymi na Pere Lachaise. Na Plac Pigalle też doszliśmy ale kasztanów nie znaleźliśmy. Znaleźliśmy je natomiast pod Luwrem i były całkiem smaczne, chociaż nie jestem pewna, czy aby na pewno świeże…

SONY DSC

Zwiedziliśmy też wiele paryskich ogrodów, które okazały się tymi najpiękniejszymi z najpiękniejszych. Zieleń i egzotyka przepleciona klasyką. Taki mini Wersal na wyciągnięcie ręki… Było pięknie, relaksująco i tłoczno, ale w całkiem przyjemny sposób. Tysiące ludzi wypoczywających w promieniach majowego słońca. Jeśli nie wiecie który wybrać, wybierzcie Jardin du Luxembourg – śmiem twierdzić, że każdego powali na kolana!

SONY DSCSONY DSC

Resztę sław, takich jak Arc de Triomphe, Sorbonę, Panteon czy Moulin Rouge też odhaczyliśmy, a przynajmniej z zewnątrz. Mimo wszystko Żelazna Dama nie ma sobie równych. Nie dziw, ze co roku odwiedza ją te 6 mln turystów, nie dziw ze jest top of the top. Jej widok, iluminacje po zachodzie Słońca nie maja sobie równych. A śniadanie u jej stóp to zaszczyt, którego byłam godna dostąpić :) Żałuję tylko, że nie doszłam do Galerii Lafayette, która zapowiadała się na naprawdę wyjątkową przedstawicielkę swojego gatunku. Bliżej jej klasą do opery niż zwykłego shopping centre.

SONY DSC

Kulinaria francuskie w większości nas ominęły niestety. A może i dobrze, bo nie wiem, czy te ślimaki bym przełknęła. Albo co gorsza żabie udka. Nie ominęły nas jednak prestiżowe macarons – uprzedzając wasze pytanie – wcale nie są takie pyszne jak wszędzie propagują. Oczywiście są smaczne, ale to prawdziwa francuska eclair’ka jest moim numerem jeden! Ach, ta słodycz…

SONY DSC

Podsumowując, Paryż jest wart odwiedzenia. Obowiązkowo! Proponuję Wam jednak odpuścić sobie te przepełnione muzea, te sławy sław, których klimatu i tak nie poczujecie. Jeśli chcecie poczuć prawdziwą atmosferę Paryża weźcie butelkę lokalnego wina i pójdźcie na spacer brzegiem Sekwany w blasku połyskujących nocą świateł. Bo to ten nocny Paryż jest właśnie najpiękniejszy!

SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Odpowiedz na „DRIPFASHIONAnuluj pisanie odpowiedzi

3 comments on Paryż

  1. DRIPFASHION pisze:

    Wspaniale zdjecia! :)

  2. Jardin du Luxembourg to zdecydowanie mój ulubiony ogród w Paryżu, wspaniałe miejsce! Co do makaroników… mi bardzo smakowały! :) A Sekwana nocą najpiękniejsza… I masz rację, nie ma nic lepszego niż siąść przy jej brzegu z butelką wina! :)

  3. podczytywka pisze:

    Ja z Paryża właśnie wróciłam i jestem kompletnie zawiedziona, okropne miasto. Już nawet nie o te tłumy turystów chodzi, ale przystosowanie do bycia miastem turystycznym jest tu zerowe. Nie ruszyła mnie ani Wieża Eiffela, ani ogrody, ani właściwie żaden zabytek (tylko Luwr ok, ale bardziej od eksponatów podobały mi się same komnaty). Klimat uliczek i knajpek wydał się mi zupełnie jak krakowski, który mam na co dzień. Dla mnie absolutna strata czasu i przereklamowanie, ale przynajmniej przekonałam się o tym na własnej skórze. Będę zresztą jeszcze u siebie niedługo dokładniej relacjonować :)

up