Pieniądze leżą na ulicy cz. I

18 sierpnia 2015 20:22 12 7489
POP (1 of 1)-11

Nie raz stykamy się z zawiścią i głupimi docinkami, że musimy być bogaci, skoro stać nas na to, by tak podróżować po świecie. Były już chore domysły, że odziedziczyliśmy jakiś duży spadek, a nawet durne plotki, że przemycamy narkotyki. Więc chyba czas najwyższy, by rozwiać te bzdury i wyjawić Wam, jak tak naprawdę spełniać marzenia.

Bo, że marzenia kosztują – wszyscy wiemy dobrze. I to nie tylko ogrom wysiłku i determinacji, ale zazwyczaj i sporo gotówki – tych materialnych, namacalnych papierków, które wymieniamy na towary i usługi. Bez nich – ani rusz, tylko skąd je zdobyć? Więc dzisiaj szczerze i bez żadnego koloryzowania, na przykładzie jednego z naszych największych marzeń – które mogliście śledzić w ostatnim miesiącu – opowiem, jak je spełniliśmy, z naciskiem na kwestię finansową…

Od zawsze marzyliśmy o wyprowadzce na ciepłą wyspę. Po Tajlandii zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego właściwie to odwlekamy i na co tak naprawdę czekamy. Doszedłszy do wniosku, że „kiedyś” nigdy nie nadejdzie (bo „kiedyś” nie ma daty) – wybraliśmy miejsce, ustaliliśmy termin, kupiliśmy bilety i…

Zaczęliśmy się zastanawiać, jak będziemy zarabiać. Wiedzieliśmy, że nie będziemy mieć zapasu gotówki, że nie znamy języka i nie mam co liczyć, że znajdziemy jakąś pracę. Ale czy to nas zniechęciło? Ależ skąd! Wiedzieliśmy, że możemy spełnić to marzenie – musieliśmy jedynie znaleźć sposób, by zarabiać tam już od pierwszego dnia. Obliczyliśmy, że do przeżycia potrzebujemy 33 euro dziennie, co dawało 16,5 euro na osobę. Niewiele, prawda? Oczywiście nie było mowy o życiu w luksusie, ale wiedzieliśmy, że trzeba jakoś zacząć.

10254053_1017842698227375_1035796604_n-horz

Nie miałam żadnych umiejętności, które mogłabym spieniężyć, pieniędzy, które mogę zainwestować, ani żadnego innego pomysłu, na to jak zacząć. Ale wystarczy mieć oczy i uszy szeroko otwarte, podpatrywać innych, kombinować i dopasowywać niektóre elementy do własnych potrzeb i możliwości, żeby znaleźć pomysł na biznes. I ja właśnie taki pomysł podpatrzyłam, siedząc sobie na ławeczce w centrum Poznania…

Pewien Pan Podróżnik, chodził tam po tych ławeczkach i naciągał ludzi na polaroidy (zdjęcia drukowane natychmiast z aparatu). Najpierw pomyślałam, że to idiota, bo wszyscy mamy teraz przecież aparaty w telefonach, ale kiedy zobaczyłam, jak sprzedaje takie zdjęcie za 12zł i ma na to chętnych stwierdziłam, że to jest właśnie to, czym i ja powinnam się zająć!

Dlaczego? Bo ten „biznes” nie wymagał zbyt wielkiego nakładu finansowego (zaledwie 400zł na początek) i nie wymagał właściwie żadnych umiejętności. Jedynie odwagi, ale o tym za chwilę. Po pracy w call center wiedziałam, że muszę przygotować sobie kilka odpowiedzi na zbicie potencjalnych obiekcji (takich właśnie jak owy telefon z aparatem) i kilka formułek do przetestowania, by znaleźć tę, za którą ludzie najchętniej zapłacą. Straszne? Nie straszne. To sprzedaż, najważniejsza umiejętność przyszłości. Sprzedawać musi teraz prawie każdy – jeśli nie produkt to samego siebie, własny wizerunek w karierze zawodowej czy w kontaktach międzyludzkich.

I okazało się, że sprzedać można wszystko. Nawet micro polaroida, w czasach, kiedy wszyscy mają aparaty. I nie powiem, żeby to było jakoś szczególnie trudne, bo pamiętam, że pierwsze 5 osób, do których podeszłam, od razu i bez zająknięcia, bez żadnego ale, powiedziało TAK! I tak, się zaczęło…

Czy można na tym zarobić? Oczywiście i to wcale nie tak mało, bo za zdjęcie zgarniałam średnio 2-3 euro, a czasem nawet i 5. Oczywiście nie miałam żadnej ceny, bo ta zniechęcała ludzi, więc brałam co łaska, i jeszcze lepiej na tym wychodziłam. Bo ludzie nie wyceniali zdjęcia, tylko ten ważny dla nich moment… Dlatego wybierałam zakochane pary, rodziców z dziećmi i porę o zachodzie słońca ;)

11909179_812495008864315_1681876134_n-horz

Ta pora trwała w praktyce około godziny. W tym czasie zdążyłam obskoczyć kilka, kilkanaście osób, zarabiając nawet 25 euro! Gwarantuję wam, że w żadnej pracy, którą mogłabym tam znaleźć (sprzątaczka hotelowa, naganiacz w restauracji czy osoba do smażenia burgerów) nie zarobiłabym tyle w tak krótkim czasie. Norma wyrobiona nawet z nadwyżką i pracować więcej nie trzeba, no chyba, że chce się podnieść komfort życia.

Ja go nie podnosiłam – po części z lenistwa a po części dlatego, że o żadnej innej porze zdjęcia się nie sprzedawały. Za dnia ludzie pocili się na plaży, nie wyglądali zbyt ponętnie i niechętnie pozowali do zdjęć. Po nocy zaś aparat nie dawał rady. Ale najbardziej dlatego, że praca ta, jak każda inna, miała swoje ciemne strony…

Przede wszystkim – uczucia. Niestety, była to agresywna sprzedaż (w której czuje się stosunkowo źle, trochę jak żebrak). Ale zdarzało się, że ludzie podchodzili i dziękowali mi za zdjęcie. Czasem zdarzało się, że ktoś chciał zdjęcie, a później palił frana, że zapomniał portfela. Czasem mówił „yes” a później okazywało się, że nie rozumiał po angielsku i wstydził się przyznać…

Dlatego też, obecnie szukam innego sposobu (lub dodatkowego), który pozwoli wydłużyć mi mój czas pracy i podnieść zarobki. Szukam też czegoś, co pozwoli mi zachować trochę większą anonimowość, bo nie lubię jak później się na mnie gapią, kiedy siedzę w restauracji i popijam kawę. Czuję się wówczas osądzana na co wydaje ich pieniądze i nie jest to miłe uczucie.

Bo jak widzicie, to wszystko nie jest takie piękne i bajkowe, jakie się wydaje, ale nie oszukujmy się – spełnianie marzeń kosztuje. Przede wszystkim wiele odwagi. Nie jedną osobę poznałam, która mówiła mi, że nigdy, przenigdy nie mogłaby tak sprzedawać czegoś na ulicy. Nie jedną strach paraliżował i wstyd ograniczał. Ale to jest właśnie ta różnica pomiędzy ludźmi, którzy jedynie marzą, a tymi którzy spełniają marzenia.

Dlatego wkurza mnie bardzo jak piszecie o nas bajki i dorabiacie głupie plotki. Chcecie mieć coś, być kimś i spełniać marzenia to proszę – właśnie dostaliście jeden z gotowych sposobów na to, jak podnieść pieniądze z ulicy. Wasza sprawa, czy to wykorzystacie, czy się zainspirujecie. Jeśli tak to życzę gorąco powodzenia, jeśli nie to, to Wasza sprawa, ale proszę was bardzo, nie mówicie, że my mamy szczęście. Bo to nie szczęście, to determinacja, do tego, by spełniać pragnienia. A odwaga to cena, którą kosztują nasze marzenia…

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

12 comments on Pieniądze leżą na ulicy cz. I

  1. Kiedyś w Kopenhadze: był piękny i słoneczny maj. Zarobiłam ponad 1000 euro sprzedając na ulicy wodę butelkowaną z roweru z przyczepką, w której butelki chłodziły się zanurzone w bryle lodu…:) Kupiłam bilet do Brazylii.

    • Vicky pisze:

      Brawa! Brawa dla tej Pani! To kolejny, idealny przykład na to, że jak się naprawdę chce to się znajdzie sposób! :D

      • Michał pisze:

        Mi zdażyło się na wakacjach robić kurs biedronka, główna alejka z lodami w lodówce.

        Zdarzyło mi się sprzedawać wodę.

        Grać na gitarze.

        Sprzedawać biżuterię z internetu po 2 zł.

        Możliwości są nieskończone

    • guest pisze:

      W Polsce czym prędzej dowaliłaby się do ciebie straż miejska za nielegalny handel ;P

      • Damien pisze:

        Właśnie takie myślenie nie pozwala zdobywać to czego się pragnie :D Nie ma co gdybać, tylko trzeba działać, a jak się przywalą to zawsze można porozmawiać i to załatwić :D

  2. abakercja pisze:

    najważniejsze to mieć pomysł i odwagę zrobić coś, czego nikt jeszcze nie zrobił (ewentualnie co robią już tysiące osób).

  3. „Ale to jest właśnie ta różnica pomiędzy ludźmi, którzy jedynie marzą, a tymi którzy spełniają marzenia.” Święte słowa i super post. Amen!

  4. Lektury pisze:

    Naprawdę wystarczy tylko chcieć. A co do sprzedawania chwili – poetyckość tego zajęcia aż prosi się o etat w jakiejś książce

  5. podziwiam! ale nie zazdroszczę ;) sama teraz szukam różnych sposobów na zarobienie kilku groszy… czasem rodzinka patrzy na mnie jak na wariatkę i pyta, czy za to naprawdę ktoś mi płaci :)

  6. […] od strony czysto ekonomicznej. – Jeszcze jeden przykład, który pokazuje wątpiącym, że marzenia o podróżach do raju można spełniać i bez pieniędzy, trzeba tylko mieć motywację i pomysł. Czasem może on być nawet najbardziej absurdalny. […]

  7. Marta pisze:

    Wystarczy także obejrzeć odcinek fazowskiego jak jeździ na stopa po świecie. Podoba mu się taki temat i nie wydaje wiele a sobie podróżuje robi to co kocha i uwielbia. Nie trzeba mieć kokosów żeby spełniać swoje marzenia !

up