Podsumowanie podróży cz I

7 maja 2014 13:48 2 3171
SONY DSC

Dwa tygodnie, dwoje ludzi, dwa tysiące km i cztery kraje – mnóstwo przygód i fantastycznych przeżyć. Jeden cel – świetna zabawa. Ale szybko to zleciało, pstryk i już. Czas więc na małe podsumowanko.

Na pierwszy ogień poszedł nasz zachodni sąsiad i w nim spędziliśmy piękne chwile. Berlin, wizyta w największym zoo w Europie, wypoczynek na Alexanderplatz + miasto od strony nie turystycznej. Daniem głównym okazał się Luneburg i w nim poznaliśmy prawdziwe Niemcy. Małe, malownicze miasteczko, nikt tutaj nie goni za pieniądzem i nie szuka sobie na siłę problemów – wszystko jest proste, czarne albo białe, a najważniejsza dobra zabawa. Widok ludzi po 50 bawiących się przy muzyce na żywo – bezcenne. Ale popatrzeć każdy może, my musieliśmy to przeżyć – na parkiet i ogień. Tak się roztańczyłem , że o 2 w nocy wywijałem na ulicach miasta niczym Rafał Maserak. Niemców pokochałem za mentalność i podejście do życia. Ich priorytetem jest dobre jedzenie i dobry alkohol. U nich skosztowałem prawdziwej whisky i zjadłem steaka życia.

SONY DSC

Nie chciałem ich opuszczać, ale następnym przystankiem był Amsterdam. Bardzo specyficzne miejsce. Miasto liberalizmu i pełnej swobody. Władzę nad miastem przejęły rowery – czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Na rondzie królują jednoślady, ludzie chodzą jak chcą a samochody muszą czekać chodź to one mają pierwszeństwo, ale nikt z kierowców nie kłóci się bo i tak by nie wygrał. W tym mieście po prostu nie jeździ się autem.

Spacerując uliczkami miasta delektowaliśmy się ich klimatyczną architekturą i wplecionymi w miasto kanałami. Dawką adrenaliny było dla nas Wesołe Miasteczko i wizyta w domu strachów. W międzyczasie pochłonęliśmy najlepsze z najlepszych frytki, których jestem smakoszem i wieczorową porą zajrzeliśmy na Red Light District. Naszą wizytę kończymy w coffe shopie – bardzo przyjemne doznanie. Ludzie sobie siedzą, gra muzyka, jointy płoną i każdy jest szczęśliwy. Zdziwiło nas, jak popularna na zachodzie jest marihuana. Palą ją wszędzie, nie tylko w Holandii. Ale największą fascynacją była dla nas mieszanka kulturowa – 177 narodowości, jak oni ze sobą żyją i funkcjonują?! Jak zachowują ład w tak liberalnym kraju?!

 Z lekkim niedosytem podążamy dalej – kierunek Belgia. Mała Brugia okazała się oazą spokoju i wytchnienia. Czas stanął w miejscu a my zanurzaliśmy się w cudownych widokach klimatycznych kamienic i konsumowaliśmy czekoladę z prawdziwego zdarzenia.

 Wskazówki zegara wpędzone w ruch, więc po zaledwie jednym dniu opuszczamy Belgię, a wraz z nią bezpłatne autostrady. Zaczyna się ślimacze tempo ale jakże malowniczymi miasteczkami Francji. Widoki piękne, tylko te ronda co 4 km. Nigdzie indziej nie widziałem ich tyle co tutaj.

I w końcu docieramy tam, gdzie pragnie być każdy. Tuż na wstępie wita nas wierzchołek pożądanego przez miliony kawałek złomu, zwany Tower Eiffel. Ale nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo jakby się wydawało. Natrafiamy na pierwszą w podróży przeszkodę – nasz couchsurfingowy host okazuje się totalnym dupkiem, ale żaden dupek podróży nam nie popsuje! Mimo rozczarowania i bez noclegu dajemy się wciągnąć w Paryskie szaleństwo. Zatrzymujemy się w przytulnym hotelu tuż obok centrum. Przez trzy dni robimy ok 50 km pieszej wędrówki i delektujemy się magią tego miasta – która zaczyna się po zmroku.

SONY DSC

 Tutaj też nasycamy (a właściwie przesycamy) się zabawą w Wesołym Miasteczku – tak hardcorowego jeszcze nie widziałem! Atrakcje jakie serwowali były dla mnie nie wiarygodne. Niewiarygodnie wysokie, nie wiarygodnie szybkie, przepełnione adrenaliną. Mam lekki lęk wysokości więc wszystkie związane z nią atrakcje mnie nie kręcą, ale moja kobieta wzięła mnie na męską dumę i zrobiłem to. Wsiadłem do tej okropnej kuli, wystrzeliłem w te okropne niebo i robiłem fikołki kilka, może kilkanaście metrów nad ziemią! Najgorszy moment to ten, kiedy lecisz głową w dół i czujesz, że nic nie jest już zależne od Ciebie. Zresztą zobaczcie sami – wszystko to na drugim filmiku. Wiem, wiem. Mam minę jak bym miał umrzeć. Ale tak się właśnie czułem. Jak samobójca skaczący w przepaść. Ale ważne jest to, że pokonałem własne lęki! Wiele osób speniało i uciekło (pozdrówmy moją dziewczynę :D) a ja wsiadłem. A co, raz się żyję! Swoich granic nie pokonywaliśmy sami – poznaliśmy tam naprawdę fajnych (co rzadko się zdarza!) rodaków na emigracji. Inne rozrywki nie były już tak ekstramalne. Kosztowaliśmy wina, przysmaków i zatracaliśmy się w języku Francuskim. Nasza miłość rozkwitła na nowo – w końcu to miasto zakochanych.

SONY DSC

Dosyć już tego szaleństwa – ruszamy w cieplejsze regiony, a was zostawiamy z filmikiem, który poniekąd ukazuje naszą, już dwu tygodniową(!) przygodę.

(Pamiętajcie o włączeniu jakości HD w prawym dolnym rogu)

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

2 comments on Podsumowanie podróży cz I

  1. mała-myśl pisze:

    Super filmiki, zdjęcia, opisy, wszystko to daje nam namiastkę tego, co przeżywacie.
    Korzystacie z życia – dla wielu osób moglibyście być autorytetami w tej kwestii :D
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Jula pisze:

    Aż niemożliwe, że to już dwa tygodnie… :)

up