Podsumowanie podróży cz. II

10 czerwca 2014 21:50 2 5963
SONY DSC

Podróż już za nami, prawie 5 tygodni zmotoryzowanej włóczęgi po Europie. Pierwszą połowę opisywaliśmy już w Podsumowanie podróży cz. I. Dzisiaj porcja druga – przegląd, analiza, wnioski.

Drugą połowę podróży rozpoczęliśmy od podróży w czasie. Brzmi niezwykle? A jednak! Chociaż ciała pozostały te same, to nasze emocje i uczucia cofnęły się lata wstecz. To, co wtedy było nieosiągalne teraz jest na wyciągnięcie ręki – Disneyland Paris. Nie mamy dzieci i pewnie nam nie wypada, ale tak naprawdę ani chwili nie poświęciliśmy na to by rozprawiać o morałach. I chociaż człowiek czuje się już lekko za stary na tego typu rozrywki to bezapelacyjnie nie może im się oprzeć. Domy strachów, szybkie rollercoastery, rejsy statkami i umysłowo-zręcznościowe wyzwania. A wszystko to oprawione w piękną szatę wizualną i akustyczną. Kto by się nie skusił?!

SONY DSC

Tego dnia wszystko było piękne a radość i zabawa były nadrzędne. Jak zresztą w całej tej podróży. Chociaż za każdym razem na swój własny, odmienny sposób. Cieszyły mnie piękne widoki górskich miasteczek takich jak Saint Chély du Tarn, zabawą był dla mnie spacer wśród ich kamiennej zabudowy. Lubiłam ten nieskazitelny haust powietrza w płuca i intensywność otaczającej mnie natury. A natura była wszędzie. Mijaliśmy pola winorośli w Langwedocji i uprawy czereśni w Aragonii, łagodne szczyty Pirenejów i kamieniste plaże Prowansji. Mijaliśmy dzikie klify Costa Verde i wygasłe wulkany Owernii. Ale to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to ośnieżone wierzchołki alpejskich masywów. Wysokie, spiczaste, jasno mówiące w swym przekazie „Człowiekowi wstęp wzbroniony”.

SONY DSCNa pustkowiach Aragonii

Te widoki towarzyszyły nam gównie w trasie, urozmaicając monotonię podróży. Towarzyszyły również wieczorami, kiedy zasypiałam i rankami, kiedy się budziłam. Jadałam śniadania nad strumykami, obiady na gołych turniach i kolacje z widokiem na ocean. Zasypiałam również w znanych kurortach takich jak Lloret de Mar, Saint Tropez czy San Sebastian. Zawsze z widokiem na akwen nieokiełznanych wód.

SONY DSCPlaża miejska (nie turystyczna!) w San Sebastian

Podróżowaliśmy wśród miast dużych i małych, bajecznie kolorowych jak chociażby katalońska Girona i tych klimatycznie surowych jak portowa Marsylia. Jedliśmy, piliśmy i próbowaliśmy czegoś ciągle, co zaowocowało miłością do wina i kuchni hiszpańskiej, a nawet nauką gotowania po powrocie! We wcale nie takiej fajnej Barcelonie oddaliśmy się narodowej rozrywce Hiszpanów – imprezowaniu! I chociaż żadnej potańcówki nie znaleźliśmy, to czas płynął nam przyjemnie – wśród długich, nocnych rozmów i zwiedzaniu chyba wszystkich restauracji i barów. W Madrycie, nie inaczej, życie wedle porzekadła. Ponownie ludzie, bary, restauracje i imprezy! Zwiedzanie? Nic z tych rzeczy! Zatopiliśmy się w kulturze współczesnej, chłonąc życie tamtejszej społeczności. Społeczności która lubi się bawić za wszelką cenę, nawet jeśli tą ceną jest życie bezbronnych zwierząt. Corridę widzieliśmy, zrozumieliśmy, nie pokochaliśmy. Ostatecznie, chłopaka sprzedałam do Realu Madryt a sama odpoczęłam przy lampce tinto de verano :)

SONY DSC
Tak się mieszka w Gironie

Dalej było już tylko pięknej. Znaleźliśmy Raj na Ziemi, łapaliśmy fale w oceanie, opalaliśmy się na Lazurowym Wybrzeżu i podpatrywaliśmy surferów w Donostii. W międzyczasie zauroczyłam się ustępliwym podejściem do czworonogów i marihuany, gdzie obie te rzeczy są traktowane ludzko, nie to co w Polsce. I kiedy nasza bajka trwała sobie w najlepsze nastąpił krach, jak to zwykle bywa. Samochód nawalił. Byliśmy w Nicei, nie mogliśmy znaleźć żadnego mechanika (każdy odsyłał nas dalej) a przed nami wizja spędzenia weekendu w środku miasta, bez większych pieniędzy. Decyzja była trudna, ale rozsądna. Postanowiliśmy wrócić. I tak jednym ciągiem, na ostatnich siłach naszego pojazdu, dosłownie na cykającej bombie zegarowej przebrnęliśmy ostateczne 2 tys. km. Blisko było nam do Wenecji, jeszcze bliżej do Werony. Przejeżdżaliśmy przez Austrię i przez Bawarię, ale nigdzie i ani na moment nie odważyliśmy się zjechać. Wróciliśmy cali i zdrowi, w pełni szczęśliwi i spełnieni, za to z ogromnym poczuciem niedosytu!

SONY DSC
Surfers are everywhere!SONY DSCDogs too.

Wróciliśmy bogatsi o doświadczenia, bogatsi o doznania i o wspomnienia. Poznaliśmy wielu cudownych ludzi z najróżniejszych stron świata i ogrom nowych, niesamowitych smaków. Wróciliśmy mocniejsi i zmotywowani, wróciliśmy wiedząc czego już od życia chcemy. Poznaliśmy siebie samych, swoje mocne i słabe strony. Wróciliśmy jako duet, z jeszcze silniejszą więzią i świadomością, że możemy na siebie liczyć. Wróciliśmy pokorniejsi. I w końcu – mądrzejsi, czerpiąc z przygód tej podróży, nowo poznanych kultur i zebranych impresji to, co uważamy za słuszne i to, co odrzucamy jako niesłuszne. Życie nabrało kolorów, nabrało też wartości. Nauczyło szacunku, nauczyło wiary w siebie! I wyraźnie pokazało, nad czym jeszcze musimy popracować! Bo wszystko tak naprawdę dopiero przed nami :)

Tymczasem, zostawiam Was z mixem podsumowującym ten czas :) (Pamiętajcie o włączeniu HD!)

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

2 comments on Podsumowanie podróży cz. II

  1. Agata pisze:

    disneyland <3 <3 <3

up