Prawdziwe oblicze Bangkoku

15 maja 2015 20:43 0 2257
abcd (1 of 1)-31 (2)

Tu, gdzie sex przenika się ze świątobliwością, gdzie tajemnice skrywane są za szerokim uśmiechem, a gwar to pojęcie stłumione. Gdzie zamawiasz krewetki i dostajesz kurczaka, bo się te pierwsze akurat skończyły i nie ma co się nawet wykłócać, że tego nie chcesz, bo kelner i tak tylko rozłoży ręce. Nie zna angielskiego, bo prawdopodobnie ma 12 lat – zresztą, gdyby nawet miał więcej to niewiele by to zmieniło. W prawdziwym Bangkoku (tym oddzielonym grubą kreską od turystycznego landszaftu) nikt nie mówi po angielsku. Musisz naprawdę mocno uważać, by zamiast kurzej nóżki nie kupić… np. jej szyi. Tak, takie wpadki naprawdę się tu zdarzają, bo czasem nie sposób dojść prawdy.

Bo dajmy na ten przykład owego grilla raz jeszcze – przechodzisz i czujesz niesamowity zapach znad rożna i już jesteś gotów schrupać coś szybcikiem, gdy jednak jakiś głos w głowie mówi – zapytaj. Więc pytasz:

- Czy to jest kurczak, psze Pani?

- Tak - kiwa twierdząco głową sprzedawczyni.

- A może to świnka, psze Pani?

- Tak - odpowiada z uśmiechem na pół twarzy.

- No to co to jest do cholery, pies może?

- O taaak – kiwa się przy tym cała jakby chciała nam udowodnić, że wie o czym mówimy.

Ale nie wiedziała. W prawdziwym Bangkoku nikt nie wie. Nawet taksówkarze nie znają swego miasta i nie dziwne jest wcale, kiedy prosisz ich o kurs na Bang Ku Wiang (to jeden z wodnych marketów, mały, lokalny, czynny w godzinach wczesnoporannych), a on wywozi Cię na Taling Chan (większy i bardziej turystyczny), twierdząc, że nie wiedział po prostu gdzie jest ten pierwszy. Po prostu! I po prostu sobie poczekaj te 3 godziny zanim go otworzą.

Czy to jest problem? Jaki problem? W prawdziwym Bangkoku nie ma problemów. Bo czy problemem jest zjeść zupę widelcem? A skąd! A czy problemem jest postawić sobie obok posiłku picie w siatce? A skąd! Tu nawet papierosy pali się waginą i nie ma żadnego problemu, jeśli jest oczywiście odpowiedni pieniążek. Taki właśnie jest Bangkok!

Ale im dziwniejszy mi się wydaje tym bardziej mi się podoba i nie sposób mówić o Bangkoku gdyby nie te dziwactwa właśnie. To jeden z głównych powodów, dla których warto dłużej tam pozostać i poznać go bliżej, zanim ucieknie się na zeuropeizowane wyspy. Więc dla Was specjalnie jeden z ostatnich już postów z Bangkoku – bo coś i tak ten temat nam się dłuży – w formie zdjęć – jakby inaczej. Czasem totalnie dziwacznych, a czasem na pozór normalnych. Ale tylko na pozór – bo jeśli przyjrzysz się bliżej, to zauważysz jak bogactwo przenika biedę, jak nikt się nie bawi w higienę, jak kuchciki wszystko robią swoimi łapkami i nikt się martwi o jakieś tam sanepidy. Jak kelnerują nam kelnerzątka. I jak dorastają na zapleczu. A nawet, że Budda dostaje #darylosu. Przyjrzyj się uważnie mój Drogi Czytelniku bo to są te rzeczy, których nie zobaczysz nigdzie indziej. Nie zobaczysz ich na pocztówce, w magazynie ani nawet na podróżniczym blogu. Są tylko u nas. Tylko w tym poście ;)

a (1) abcd (1 of 1)-20 (2) abcd (1 of 1)-9 (2) abcd (1 of 1)-15 (3) abcd (1 of 1)-16 abcd (1 of 1)-21 (2) abcd (1 of 1)-13 (2) abcd (1 of 1)-12 (3) abcd (1 of 1)-16 (6) abcd (1 of 1)-18 (4) abcd (1 of 1)-34 abcd (1 of 1)-25 (3) abcd (1 of 1)-58 abcd (1 of 1)-31 abcd (1 of 1) abcd (1 of 1)-54 abcd (1 of 1)-21 abcd (1 of 1)-24 (2) abcd (1 of 1)-24 abcd (1 of 1)-27 abcd (1 of 1)-28 abcd (1 of 1)-23 abcd (1 of 1)-26 abcd (1 of 1)-26 (2) abcd (1 of 1)-30 (2) abcd (1 of 1)-31 (5) abcd (1 of 1)-32 (3) abcd (1 of 1)-29 (2) abcd (1 of 1)-40 (2) abcd (1 of 1)-57 asewr (2)

 

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

up