Spór o Corridę

27 maja 2014 14:20 18 12323
SONY DSC

W Madrycie, a właściwie w Alcali, małym miasteczku pod stolicą, słynącym z Don Kichota i bocianów spędziliśmy 3 piękne dni. Z założenia miała być to nasza baza wypadowa do oddalonej o zaledwie 30km metropolii, ponieważ to właśnie tutaj poznaliśmy młode małżeństwo z Polski, które wspaniale nas ugościło. Właściwie to tak dobrze, że ruszać nam się stąd nie chciało, więc „Madryt” wspominamy jako jedną, wielką imprezę. Całe szczęście, przed tą imprezą zdołaliśmy coś w Hiszpanii zobaczyć. Te coś to zamek królewski, stadion, o którym Damian pisał tutaj i corridę – najbardziej hiszpańskie z hiszpańskich doznań. I o tym ostatnim właśnie opowiem Wam dzisiaj nieco więcej.

 SONY DSC

CORRIDA

Trafiliśmy prawie idealnie, bo dzień po Fiestas de San Isidro. Prawie, bo ominęły nas huczne obchody ku czci patrona miasta, idealnie, bo ta fiesta była dniem rozpoczynającym sezon na corridę. A ja naprawdę chciałam ją zobaczyć. Sztukę, spektakl, event socjalny. Bo tak właśnie Hiszpanie pojmują tę „publiczną egzekucję”. Rozterki i współczucie odstawiłam na bok, bo tylko tak mogłam do tego podejść jak najbardziej lokalnie. Zrozumieć tradycję, zrozumieć Hiszpanów.

Upalny dzień, piekące słońce. Na Plaza de Toros de Las Ventas dotarliśmy chwilę przed 18, zakupiliśmy bilety w części sol (słonecznej) bo były znacznie tańsze, w rzędzie 14, a więc na tyle bliskim by widzieć każdy detal, każdą minę, strach, triumf i śmierć. Na bilety wydaliśmy niecałe 20e/os. Ale te najtańsze można kupić już po 5e/os.

Do spektaklu była jeszcze godzina, a ludzie nieśpiesznie zapełniali trybuny. Pierwsi zjawiali się młodzi mężczyźni w koszulach i drogich zegarkach, kobiety w długich sukniach, do których i ja przez przypadek się wpasowałam, nie wiedząc jeszcze, że taka „strojność” to tutaj norma. Ale prawdziwymi damami okazały się starsze kobiety w kolorowych garsonkach z mocnym makijażem i drogimi torebkami. I ich brzuchaci mężowie, w równie dystyngowanych garniturach, kapeluszach i koniecznie kolorowym kwiatem w butonierce. Stopniowo w powietrzu wyłaniał się zapach cygar i rósł hałas trzepoczących wachlarzy… Blisko 25 tys. ludzi. Ach, jaka tam była atmosfera!

 SONY DSC SONY DSC

JAK TO WYGLĄDA?

Rozbrzmiewa dźwięk trąbki i już wiemy, że wszystko się zaczyna. Byk wkracza na arenę pewnym krokiem i z wejścia atakuje torreadorów z różowo-żółtymi płachtami. Jest ich 4-ech, może 5-u, byk jest tylko jeden. Oni mogą się schować, byk schować się nie może. Nie podoba mi się to, szanse nie są równe.

Dostatecznie rozwścieczone i skupione na walce bydlę jest gotowe na drugi etap, w myśl którego następuje pierwsze osłabienie i ostateczny bodziec do walki. Wjeżdżają pikadorzy na koniach, których zadaniem jest zadać pierwszy cios przy użyciu długiej lancy.

Po nich wkraczają piesi banderilleros, którzy wbijają 3 pary krótkich, kolorowych włóczni w unerwiony garb zwierzęcia. A wszystko po to by osłabić jego kark, tak aby głowę trzymał nisko nad ziemią, a jej ruchy były wolniejsze. Tak przygotowany byk trafia w ręce matadora…

Zaczyna się etap ostatni, ten najbardziej widowiskowy. Na arenę wchodzi matador z czerwoną muletą i staje z bykiem twarzą w twarz. Zachowuje kontakt wzrokowy i rozpoczyna spektakl przypominający walkę. Muleta tworzy iluzję byczego ciała, długa szpada jego róg. Spięte ciało unika kontaktu cielesnego a o prestiżu zabijacza świadczy ilość zatoczonych przez byka „kręgów”. Atmosfera robi się gorąca niczym na Lidze Mistrzów, tłum krzyczy, szaleje. Osłabione i zestresowane zwierzę coraz częściej ugina się ze zmęczenia. W jego oczach nie widzę strachu, tylko buzującą adrenalinę. W końcu walczy o własne życie.

Całość toczy się bardzo szybko. Ostatnia część walki nie może trwać dłużej niż 10min ze względów humanitarnych. Kiedy okaleczona bestia zaczyna się męczyć, matador zadaje ostatni (przynajmniej w założeniu) cios. Ci najlepsi z najlepszych potrafią jednym dźgnięciem trafić w miejsce wielkości monety, pomiędzy kręgami, rozrywając rdzeń i dochodząc wprost do serca. Pół tony mięcha pada w ciągu kilkunastu sekund. Tym gorszym towarzyszą panowie z krótkimi sztyletami, dobijając ledwo żywe zwierzę. Tłum wiwatuje, w powietrzu powiewają białe chustki. O ile oczywiście im się podobało.

 SONY DSC SONY DSC SONY DSC

KONTROWERSJE

Dziennie takich byków pada 6. Na jednym widowisku, na jednej arenie. Uważam, że to zdecydowanie zbyt wiele. I nie tylko ja tak uważam. Spór o corridę trwa od lat, dzieląc samych Hiszpanów na wiernych obyczajom jak i wiernych prawom zwierząt. A o tych można by dysputować godzinami, ale przecież nie o to mi chodzi. Zresztą i tak hiszpańskie organizacje broniące praw zwierząt stoją na straconej pozycji – corrida to wielka tradycja i jeszcze większy biznes. Zarobki sięgają tam setek tysięcy euro, a matadorzy to prawdziwe gwiazdy pojawiające się na okładkach najpoczytniejszych czasopism. I nawet jeśli polski głos odezwie się teraz głosem oburzenia, to trzeba pamiętać, że tutaj nawet sam król Juan Carlos lubuje się w tym sporcie.

Jeśli chodzi o mnie, to toczy się we mnie mały spór w tej kwestii. Z jednej strony pragnę wolności byczków, z drugiej stałam się ostatnio smakoszem wołowiny… Jednak bezapelacyjnie nie popieram cierpienia zwierząt ani ich śmierci w imię krwawej rozrywki prymitywnego tłumu. Może, gdyby chociaż szanse były równe… Ale nie były! I dlatego po cichu cieszyłam się, kiedy jeden z torreadorów został z lekka poturbowany przez rosłego byka! Ale mimo mojego osobistego sprzeciwu powiadam Wam – warto zobaczyć corridę na żywo! Chociażby po to, by wyrobić sobie opinię na ten temat. Aby poczuć z bliska strach, ból i cierpienie. Aby zrozumieć etos i zwyczaje. Zrozumieć Hiszpanię. I dlatego właśnie zamierzam kiedyś jeszcze pojechać do Pampeluny, na encierro – po to, by przybliżyć sobie namiastkę hiszpańskiej kultury.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

18 comments on Spór o Corridę

  1. Jula pisze:

    Hiszpania ma bardzo bogatą kulturę i wiele tradycji. Ale trzeba przyznać, że w tym wypadku nawet kultura ma swoją ciemną stronę. Chciałabym poczuć tę hiszpańską naturę, ale nie wiem, czy akurat corrida byłaby ku temu najlepszą okazją. Może i widowiskowa impreza, ale „efekty specjalne” to nie wszystko.

  2. piacere pisze:

    Ja czytam i nie mogę się nadziwić i wam niesamowicie zazdroszczę!

  3. Kto kto wymyślił corridę musiał być totalnym zjebem – tak samo jak ludzie, którym się to podoba. Jak można dla własnej zabawy męczyć zwierze?? Tylko pół mózgi z nudnym życiem muszą się tym fascynować :/

  4. DRIPFASHION pisze:

    Wspaniale zdjecia, swietny wyglad bloga! :)

  5. Noemi pisze:

    o matko, nie mogłabym uczestniczyc w takim wydarzeniu !

  6. zuk. pisze:

    ładne zdjęcia ;)

  7. Mr K. pisze:

    Miałem kiedyś okazję oglądać corridę na żywo. Można się spierać czy to etyczne, ale zabawa jest przednia ; )

  8. sandicious pisze:

    ojej zazdroszczę, Madryt bardzo chciałabym odwiedzić;-) W Hiszpanii udało mi się tylko zwiedzić Barcelonę i okolice. CaHiszpania mnie fascynuje – jej kultura, tradycja.ła

  9. Dalia pisze:

    Tego akurat nie umiem zrozumieć i zaakceptować , bywa że tradycja powinna ustąpić nowemu spojrzeniu . Japończycy też tłumaczą się tradycją gdy zabijają delfiny …taka tradycja jest moim zdaniem nie na miejscu – nie pozwala na samodzielne myślenie…niektóre rzeczy należy zmieniać….

    • Vicky pisze:

      Na temat za i przeciw można by pisać referaty ale przecież nie o to nam tutaj chodzi. Ludzie zabijali zwierzęta od zawsze i pewnie zawsze będą je zabijać. W imię Boga, dla głodu czy rozrywki… Ale tak naprawdę żadne z tych argumentów nie jest wytłumaczeniem, więc zamiast się zastanawiać woleliśmy poznawać. I innym polecamy to samo. Open-minded na wszystko, bo wybacz, ale samodzielne myślenie (a więc i własne zdanie) ogranicza brak właśnie tego poznania i zrozumienia. To co widzimy, słyszymy i myślimy to jedno, to co znaczy to dla Hiszpanów (i których!) to drugie.

  10. Kurcze nie wiem czemu ale Corrida to chyba jedna z nielicznych rzeczy ktora zupelnie mnie nie kreci i na pewno nie chcialabym sie znalesc na takim przedstawieniu…koszmar jakis…

  11. aschaaa pisze:

    marzy mi sie przezyc kiedys cos takiego tak na sobie tzn yy siedziec na widowni i widziec to na wlasne oczy :D

  12. Artur pisze:

    Zawsze mi się podobała jak widziałem jakieś urywki w telewizji. Osobiście nigdy nie miałem okazji widzieć jej na żywo, ale moi rodzice opowiadali, że jest to bardzo ciekawa impreza. Warto ją zobaczyć wg nich.

    A kontrowersje będą zawsze, bo to jednak nie jest „prosty” temat.

  13. Jiga pisze:

    Nie popieram nie toleruję i w życiu nie mogłabym w tym w żaden sposób uczestniczyć .Jem mięso … czy to hipokryzja ? bo przecież zwierzęta w ubojniach nie rzadko nie odchodzą humanitarnie .
    ,,I dlatego po cichu cieszyłam się, kiedy jeden z torreadorów został z lekka poturbowany przez rosłego byka!,, podpisuję się DUŻYMI LITERAMI !!!

    • Vicky pisze:

      Haha, mam dokładnie ten sam problem z mięsem! Humanitarne or not? Jeść czy nie jeść?! Chyba aż zrobię o tym posta :P

  14. Zazdroszczę! Uwielbiam Hiszpanię, a takie wydarzenie na pewno będzie niezapomniane;)

  15. Marzena W pisze:

    Świetne zdjęcia, ciekawy tekst. Dziwny to obyczaj, ale w kulturze każdego kraju znajdzie się zawsze coś dziwnego. Ważne, żeby nie patrzeć na cudze obyczaje przez pryzmat własnej kultury. Pozdrawiam :)

up