STAMBUŁ CZY ISTANBUL? Największe miasto Europy.

5 października 2017 18:49 0 1547
Blue_Mosque_Istanbul_Turkey_Blekitny_Meczet (1)

Jak to w końcu jest z tą nazwą? Stambuł czy Istanbul? Która wersja jest poprawna i jakie jest naprawdę największe miasto w Europie? Co warto zobaczyć, gdzie pójść? I ile dni zarezerwować?! Przewodnik subiektywny.

JEDYNE TAKIE NA ŚWIECIE…

Międzykontynentalne miasto, którego (historyczna i biznesowa) część leży na terenie Europy, pozostała zaś (głównie mieszkalna) część w Azji. Oczywiście jest to największe miasto w Turcji i jednocześnie największe miasto Europy, gdzie mieszka (na dzień dzisiejszy) ponad 16mln ludzi!! I każdego roku przybywa ich o kolejne pół miliona więcej… Żadne inne miasto na świecie nie rozwija się w takim tempie!!

Galata_Tower_ferry_view_Istanbul

HISTORYCZNE

Najpierw greckie, potem rzymskie, potem dobrze nam znany z historii podział Imperium Rzymskiego na część wschodnią i zachodnią. Zachodnie Imperium upada w niecałe sto lat, a Cesarstwo Wschodnie (Bizantyjskie) ze stolicą w Konstantynopolu istnieje jeszcze przez kolejnych tysiąc lat, aż trafia w skład Imperium Osmańskiego na kolejne 500. Ostatecznie w 1923 roku Turcja przekształca się we współczesną republikę, w skład w której wchodzi Konstantynopol. Tak w skrócie można przedstawić liczącą ponad 2500(!!) lat bogatą historię miasta! Pytanie tylko…

STAMBUŁ CZY ISTANBUL?

Zawsze miałam z tym problem… Stambuł czy Istanbul i dlaczego w ogóle ktoś to tak komplikuje?? Dla świata był przecież (jeden!) Konstantynopol, ale turecki rząd (w 1930r) zaapelował o zaprzestanie używania tej nazwy i upowszechnienie nazwy tureckiej – Istanbul. Prośbę spełniono, nazwa się przyjęła… A skąd Stambuł? To już typowe spolszczenie… Nie próbujcie go używać na arenie międzynarodowej, raczej nie jest zrozumiałe.

hop-on-hop-off-istanbul

STAMBUŁ – Weekendowy przewodnik subiektywny

PIĄTEK

Pech chciał, że do Stambułu trafiliśmy dopiero w Piątek, tuż po 2 nieprzespanych nockach, spędzonych w niezbyt wygodnych autobusach. Byliśmy padnięci, a do hotelu trzeba było jechać jeszcze z przesiadkami. Ostatkiem sił poczłapaliśmy do Taksim, tylko po to, błądzić wśród stromch ulic i ostatecznie zobaczyć na drzwiach napis: ZAMKNIĘTE, opatrzony rządowym “stemplem” (jeśli można to tak nazwać :-P). Byliśmy lekko wkurzeni. Nie, nie dlatego, że booking sprzedał nam zakwaterowanie, które w rzeczywistości nie istnieje, ale dlatego, że nasze zmęczone ciało odmawiało już posłuszeństwa, a ciężkie plecaki ciążyły bardziej niż zwykle. Dochodziło południe, słońce smażyło na plus 40 a my od 2 i pół dnia nie braliśmy prysznica…

Jakby tego było mało, nasz kolega – Musa, przeczołgał nas z powrotem pod stromą górę, tylko po to, by zaprowadzić nas do taniej jadłodajni (serwującej dokładnie to samo gówno, co każda inna, tania jadłodajnia). Kibel? Rakietnica. Typowa dla Turcji, w szczególności w tanich, lokalnych miejcówkach. Nie to, żebyśmy mieli coś przeciwko… Ale byliśmy już skrajnie wycieńczeni i nawet ten kibel nas wkurwiał.

  • Co dalej? - padło z mych ust pytanie.

  • Możemy się zatrzymać u mojej koleżanki. – Odpowiada Musa.

  • Oh, świetnie! Gdzie mieszka? - dopytuję.

  • Po drugiej stronie Bosforu, ale pracę końcy dopiero o 16…

ferry_Karakoy_Istanbul_card_Turkey-horzPo prawej: Istanbulkart – karta zniżkowa na wszystkie przejazdy autobusami / metrem / promami. Obniża koszty komunikacji miejskiej z 4 do 2,5 liry za przejazd! Koszt: 8 lir.

No świetnie. 4 godziny czekania (5, licząc jej dojazd..) w śmierdzących, zapoconych ubraniach, po ponad 50 godzinach bez snu i jeszcze nie ma jak się normalnie załatwić…

  • Weźmy hotel – proponuje Luby, zły i zmęczony. Chce się tylko gdzieś rozwalić, widzę to w jego oczach.

  • Great idea – dorzucam, myśląc “boziu, cokolwiek, byleby natychmiast”

I cisza. Musa siedzi i się nie odzywa, widać, że mina mu posępniała.

  • Co jest? – Pytamy – Nie chcesz iść do hotelu? 
  • Wolę poczekać na koleżankę… 
  • Pfff. Seriously? Chce Ci się łazić w takim stanie przez kolejnych 5 godzin po mieście?! 
  • Chce. 
  • No ok. Ale nie będziesz mieć nic przeciwko, jeśli my już zbastujemy? 
  • Nie.

No ok. Szanujemy jego wybory, on szanuje nasze. Lubię go za to. On preferuje styl “tanio i bez wymagań”, my jednak gotowi jesteśmy płacić za wymagania. Trudno. Najwyżej odpuści się kilka drogich zabytków…

Zaklepujemy hotel w centrum (jednym z licznych w Stambule :P), blisko Błękitnego Meczetu. Kolejne przesiadki, trochę z buta i gdzieś koło 14 docieramy do Divasa. Rozluźniam się, i czekam spokojnie, aż Damian nas za check in’uje, ale znowu ściana. Pokój, który zarezerwowaliśmy znacznie różni się w rzeczywistości od tego ze zdjęć… Brakuje okna, za to w bonusie grzyb na ścianie… Kolejny wkurw, ale decydujemy się dopłacić za “lepszy pokój”, byleby tylko już na te łóżko paść i zasnąć… Hotelem zajmiemy się jutro…

Blue_Mosque_Istanbul_Turkey_Blekitny_Meczet (3) _DSC0010-2-horza

SOBOTA

Dzień zaczynamy o 8:30 już pod Błękitnym Meczetem, gdzie czeka już na nas Musa. Niezniszczalny człowiek. On może sypiać na stojąco, żywić się słodyczami i tryskać energią od białego rana… W przeciwieństwie do nas :-P Przed Meczetem, mimo iż dopiero otwierają – długa kolejka. Ubierają mego Lubego w spódnicę, nakazują zdjąć buty i możemy wchodzić. Oczywiście nie idzie zrobić zdjęcia bez turystów, tak samo jak nie idzie nacieszyć oka okazałością budowli, bo już zewsząd szturchają turyści. Siadamy zatem w kącie i dopytujemy Musę o Islam.

  • Dlaczego musieliśmy zdjąć buty przed wejściem? Dlaczego kobiety muszą zakrywać włosy? Dlaczego mężczyźni i kobiety mają osobne, wydzielone miejsca do modlitwy? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

W odpowiedzi słyszę, żebym się wstrzymała jeszcze kilka minut, że zaraz pójdziemy do Imama, że będę mogła w końcu zapytać o wszystko co mnie interesuje. Nareszcie!

Wywiad z Imamem, załatwić mi Musa chciał już u siebie na wiosce, ale nie udało się i straciłam wiarę w powodzenie tego projektu. Jednak nie doceniałam przyjaciela dostatecznie, bo okazuje się, że on w swoim kraju załatwić potrafi wszystko. Podejrzewam, że nawet dziwki i koks by załatwił, ale nie było takiej potrzeby :P Imam w zupełności mi wystarcza, w przeciwieństwie do karty pamięci, która po raptem godzinie – półtorej się wyczerpuje i decydujemy się skończyć wywiad, chociaż nie wszystkie pytania zostały jeszcze zadane. Trudno. To znak, że trzeba wrócić do hotelu i wyczyścić kartę przed kolejnymi atrakcjami…

21436301_152097412041807_1421762156411486208_n-horzSuleyman_Mosque (3)

Grand Bazaar odpuszczamy z nadzieją, że przyjdziemy tu sobie jutro. Sami. Nie ma przecież sensu ciągać Musy przez kilka godzin po bazarze, na którym był już setki razy… Odpuszczamy również Haga Sophię i Tokapi Palace, bo jak na najsławniejsze zabytki przystało – ceny są z kosmosu, a turystów setki tysięcy. Totalnie nie nasze klimaty… Wolimy sobie je pooglądać na zdjęciach, które w internecie wyglądają imponująco, jakoś bez takich tłumów :P A w rzeczywistości?

Postanawiamy udać się jeszcze do Meczetu Suleymana a potem na drugi brzeg Złotego Rogu, do dzielnicy Galaty, ze słynną Galata Tower na czele. Oczywiście nie stoimy w kilkukilometrowej kolejce i oczywiście nie płacimy nieprzyzwoicie wysokich cen za bilety wstępu. Pstrykamy pamiątkową fotkę i czym prędzej uciekamy w wąskie uliczki dzielnicy mieszkalnej Taksim, by popodglądać prawdziwe życie mieszkańców Stambułu. Z dala od zabytków, restauracji, lodziarni i sklepów z pamiątkami. Za to z rozwieszonym pomiędzy wąskimi ulicami praniem, starymi, często zamieszkałymi na dziko mieszkaniami, powybijanymi oknami, szlajającymi się po ulicach dziećmi, z których niejedno zipało klej… Byliśmy nawet świadkami, jak te dzieciaki ukradły komuś skuter, chociaż nie zdążyliśmy tego zarejestrować na kamerze… Obserwowaliśmy uliczne życie, robiliśmy zdjęcia, kręciliśmy, i prawie dostaliśmy w zęby :-P , ale co się dziwić jak się zapuszcza w takie rejony…

Na zachód słońca powróciliśmy na dzielnicę historyczną (Fatih) i zaszyliśmy się na tarasie Kubbe-i ASK – jednak z knajpek oferujących niesamowity widok na cały Stambuł! Dobre jedzenie + dobry widok to zdecydowanie jeden z naszych ulubionych rodzajów atrakcji :-P

Taksim_Istanbul_Turkey_real_life (4)Taksim_Istanbul_Turkey_real_life (1)-horz Taksim_Istanbul_Turkey_real_life (11)-horzrooftop_restaurant_Istanbul_Turkey (1)

NIEDZIELA

Chcieliśmy zacząć od Grand Bazaaru, jak to zostało wcześniej wspomniane, ale okazało się, że w Niedzielę jest zamknięty. Trochę to dziwne, zważywszy na fakt, że to nie Niedziela, a Piątek, jest dla muzułmanów dniem świętym, ale cóż… Mówi się trudno. Łudzimy się, że zdążymy go jeszcze zobaczyć jutro…

Kierujemy się w stronę Eminonu, skąd bierzemy prom do Kadikoy – dzielnicy położonej po azjatyckiej części miasta. Trochę chodzimy, trochę zwiedzamy, chociaż tak naprawdę zwiedzać tu nie ma co. Ot, po prostu przyglądamy się prawdziwemu życiu. Jak wczoraj, tylko dzielnica nieporównywalnie bogatsza. Kolorowe, drewniane domy, spokój, cisza, zieleń… Nie widać tu zgiełku dużego miasta. Jest tak jakoś… artystycznie!

Kadikoy jest ładne, ale szybko nas nudzi, więc na obiad wracamy spowrotem do knajpki z tarasem widokowym na miasto, potem hotel, wielkie przygotowania i spowrotem na część azjatycką. Po co wróciliśmy? Po pierwsze obejrzeć niesamowity zachód słońca w Uskudar, po drugie – na tureckie wesele. Trzecie nasze na przestrzeni tych ledwie 2óch tygodni w Turcji :-P Tym razem za mąż wychodziła nasze koleżanka z Erazmusa – Elif. I tym razem wesele było nieco bardziej na styl europejski, chociaż i tak wcale nie podobny do tego co nam znane. Trwało od 19 do 23, a więc raptem 4 godziny, podczas których co najmniej godzinę zabrało zbieranie złota (taki zwyczaj, że tutaj w prezencie daje się złoto i inne kosztowności, i nie przed – a w trakcie, wyczytując przed mikrofonem imię i nazwisko darczyńcy… :-P). Nie było jedzenia, nie było picia – dobrze, że chociaż tort dali :-P I co najlepsze – oni tutaj nieustannie podkreślają, jak młodzi się wykosztowali, jak zacne wesele zrobili… Taaa… Chyba na polskim weselu nie byli :-P

Uskudar_Istanbul_Turkey_Sunset_view_DSC0070-5-horz

PONIEDZIAŁEK

Okrutny dzień powrotu. Mimo iż lot startował dopiero o 14, to naszą podróż zaczeliśmy już o 9:00. Mogliśmy zapomnieć o Grand Bazaarze i co najwyrzej pomarzć, że jeszze tu wrócimy. A tymczasem dojście z Hotelu do Eminonu zajęło nam 20 minut, prom z Eminonu do Kadikoy – 30 minut, bus na lotnisko jechał kolejne 2 godziny. Po 12 postawiliśmy nogi na terminalu lotniska (Sabihy Gogcen), by stać kolejne 30 minut przy odprawie paszportowej i kolejne 30 przy bramkach bagażowych. Do gate’u trafiliśmy idealnie na bording, trochę na farcie, bo przy tych bramkach paszportowych wbiliśmy się w kolejkę, wymijając zręcznie ze 200 Arabów. Byli wkurzeni, no ale co mieliśmy zrobić… Spóźnić się na samolot? :-P

Eminonu_Istanbul_Turkey

I to by było na tyle, naszej stambulskiej przygody. Widzieliśmy niewiele, niewiele też zdążyliśmy zrobić, ale nie rozpaczamy, bo wiemy, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. Lotu do Stambułu nie są drogie, nie trwają długo, a warto, ot chociażby na mały shopping, bo ceny są wręcz nieprawdopodobnie niskie! Przecież Turcja, to jeden z największych producentów odzieży na świecie!! O wicemistrzostwie w produkcji podróbek nie wspomnę :D No i sam Stambuł – niespecjalnie ładny, ale jednak zachwycający! Ma w sobie to coś, tą egzotyczną cząstkę, ten azjatycki styl. Syf, żarcie, tłumy i żarcie. Połączone z majestatycznymi, historycznymi budowlami i antyczną, europejską przeszłością. Kolorowy, pełen życia, gdzie przenikają się kultury i religie, gdzie u boku historii wyrasta nowoczesność. Gdzie czarne hidżaby arabek koegzystują u boku europejskich miniówek i dekoldów. I wiecie co? To wszystko sprawia, że w Stambule łatwo się zatracić, stracić rachubę czasu i mam jakieś takie nieodparte wrażenie, że tego czasu Wam zbraknie, niezależnie od tego, na jak długo zdecydujecie się tu przyjechać! :-P

_DSC0064-horz Galata_Tower_Istanbul_Turkey-horz Suleyman_Mosque (5)-horz

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

up