TENERYFA.. I CO DALEJ?

15 stycznia 2016 12:37 3 8784
_DSC4211-4

Pamiętacie, jak jeszcze w Lipcu oświadczyliśmy Wam, że przeprowadzamy się na Teneryfę? Otóż, w końcu tu dotarliśmy! Ale chyba jednak nie zostaniemy na długo… Chcecie wiedzieć dlaczego?

Do Lublina mieliśmy wrócić tylko na miesiąc, dwa i przygotować się do ostatecznego wyjazdu. To miało być spełnienie naszego największego marzenia i rozpoczęcie nowego, lepszego życia. Los jest jednak przewrotny i im dłużej byliśmy w Lublinie, tym mniej chcieliśmy go opuszczać. Nie oszukujmy się, ale całkiem wygodne zrobiło się te nasze życie na Lubelskim korytku. Własne mieszkanko, własna firma i ciepło wpierającej rodziny. Czy można chcieć czegoś więcej?

Ano można. Można chcieć mieć lato przez cały rok, ciepłą wodę w oceanie i życie praktycznie pozbawione zmartwień. Kanaryjskie życie. Tyle, że takie życie też wymaga pewnych poświęceń…

  • Być może rezygnacji z firmy, a już na pewno rezygnacji z jej rozwoju – bo nie ukrywajmy tego – nie ma żadnej możliwości by latać tam często, a jak nie często to raczej na długo. Tylko gdzie wtedy będziemy właściwie mieszkać?
  • A jeśli zrezygnować z firmy, to na rzecz czego? Pracy na ulicy? Zabawiania ludzi? Ok, to może być fajna przygoda, ale czy nadal będzie takie fajne, jeśli stanie się sposobem na życie?
  • No i jak latać z psem? Żadna linia lotnicza nie chciała wziąć na pokład tak wielkiego owczarka, a przynajmniej żadna z tych, które latają z Polski. Najbliżej chyba było z Monachium, albo z przesiadką w Madrycie – tylko czy nasz pies by to wytrzymał? Jeśli nawet, to portfel już nie za bardzo.

No i kwestia ostatnia – chyba w sumie najważniejsza. NIE ZAKOCHAŁAM SIĘ! Ok, podoba mi się tu. Jest ładnie. Ciepło. Miło. Ale to by było chyba tyle. To fajne miejsce na wakacje, ale w dłuższej perspektywie, chyba by mnie męczyło. Brakuje mi tu normalnego życia. Tu wszystko toczy się wokół turystów. Jest jak na wiecznych wakacjach. Ale tak na dłużej – działa bardzo demotywująco. To Teneryfa – tu się nie goni za sukcesami. To raczej nie jest miejsce dobre na start dla młodego człowieka – prędzej na dogorywanie w swojej starości. Poza tym, czy my naprawdę tego pragniemy?!

My chyba jednak nie. Po dłuższym (kilkumiesięcznym nawet) namyśle, doszliśmy do tego, co naprawdę w życiu kochamy i czemu pragniemy się oddać. A jest to… poznawanie świata. Podróżowanie, życie w drodze, w ruchu. Ale nie interesuje nas życie backpackera włóczęgi. Pragniemy to robić po naszemu – różnorodnie. Raz na bogato, raz na dziko, ale zawsze z zgodzie ze sobą. Na razie tylko w międzyczasie (rozwijania firmy), ale kiedyś może jako sposób na życie… Kto wie? Może szybciej niż Wam się wydaje :)

I teraz pewnie interesuje Was – po cholerę więc tu wróciliśmy? Powody są 3 :P

1) Słońce i ciepełko w środku zimy :P
2) Karnawał – drugi, największy na świecie. Zaraz po tym w Rio :D
3) Praca – i to jest chyba najważniejsze. Raz już tu daliśmy sobie radę. Ok, było skromnie – widzieliście nasze mieszkanie, widzieliście, jak co dzień zapychamy kichy kanapkami i owocami. Ale mimo wszystko udowodniliśmy sobie, że się da. A tym razem, chcemy udowodnić sobie, że da się bardziej. Dłużej pracować, więcej zarabiać i robić rzeczy fajniejsze niż leżenie plackiem na plaży.

Ostatni raz nauczył nas pokory. A teraz chcemy się zmierzyć ze swoimi słabościami. Wiecie dlaczego to takie ważne? Bo jeśli się uda, to będziemy mogli z czystym sumieniem podróżować – praktycznie po większej części tego świata. Więcej, częściej, taniej. Tylko wtedy uda się nasza podróż dookoła świata. I generalnie wszystkie plany na ten rok. Bo dajmy na przykład cel – maraton. Jeśli nie zarobię odpowiednio dużo – nie będę jeść zdrowo, będę się musiała zapychać byle czym (jak ostatnio) – i nie będę miała siły biegać po tych pagórkowatych terenach. Odpuszczę. I stracę całą swoją formę, na którą tak ciężko ostatnio pracowałam.

Szczerze mówiąc, trochę się boję. Nawet bardzo się boję. Wiem, że nie będzie nam łatwo. Teneryfa jest teraz znacznie droższa niż latem. Pewnie dlatego, że to jedyne, ciepłe miejsce na zimowej mapie Europy. A może dlatego, że zaraz będzie ten słynny karnawał. Poza tym zapomniałam kupić wkłady do swojego instaxa i o sprzedawaniu zdjęć mogę jedynie pomarzyć. Właściwie, to przyjechałam tu ze znajomością jednej, jedynej sztuczki magicznej. Ale to nic. Mój Luby czegoś mnie nauczy ;)

Oczywiście mogliśmy zostać w naszej lubelskiej strefie komfortu, ale wiecie – czasem trzeba postawić krok do tyłu, żeby móc postawić kolejne dwa do przodu. My się nie poddajemy. Nigdy! Więc trzymajcie kciuki i… oglądajcie relację na snapie ;) @MINIOMKI

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

3 comments on TENERYFA.. I CO DALEJ?

  1. Vill pisze:

    Kolejna dziewczyna startująca na iluzjonistkę, jest siła! Musimy pokazać facetom, że to nie jest kolejna branża, w której działają głównie oni ;) beso! :*

  2. Kamka pisze:

    Trzymam kciuki:))

  3. Ania pisze:

    No to tak jak myślałam, ale nie chciałam nic pisać wcześniej i zabijać waszego „młodzieńczego zapału” (się stara odezwała haha) :)) po prostu tak jak piszesz – trzeba spróbować i zobaczyć co jest dla ciebie dobre.

    Pozdrawiam i przesyłam trochę śniegu! (a pomyślec, że tydzień temu było odwrotnie…;p)

up