Dlaczego nas nienawidzisz?

3 maja 2016 20:36 17 8930

Hejterze, zazdrosny polaczku z pełnym bakiem zawiści i nienawiści proszę odpowiedz mi na to pytanie.

Czy dlatego, że parę lat temu podjąłem decyzję o tym, że już nigdy więcej nie będę smutnym człowiekiem w depresji, który nieustannie myśli o śmierci i nie czuje żadnego sensu życia? A może dlatego, że nie poszedłem drogą mojego ojca i najbliższego otoczenia? Syn kryminalisty i alkoholika nie robi tego co jego tatuś? Nie stoi z kumplami po klatkach czy bramach pijąc browar, narzekając na to jak jest źle? Może powinienem kraść tak jak oni i wylądować w więzieniu.?Chlać na umór, być agresywnym i się taczać po ziemi, bo jak nie piję wódy to jestem pizdą, a nie facetem?

Za cel swojego życia postawiłem sobie to, że nie skończę tak jak oni. Nie zmarnuję swojej szansy, mam tylko jedno życie. 

Twierdzisz, że jestem sztuczny i nieprawdziwy, ale tak naprawdę nigdy mnie nie poznałeś. W moim świecie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Jestem aktorem i odgrywam główną rolę w filmie o nazwie: „MOJE ŻYCIE”. Wziąłem kartę, długopis i zacząłem tworzyć scenariusz. Dopieściłem, każdy szczegół. Ale oczywiście Ty nie możesz w to uwierzyć. To jest przecież chore i nie normalne. Jak ładnie się ubiorę to pytasz czy idę na pogrzeb. Przecież tak nie można wyglądać na co dzień. Nie powiesz, stary kawał dobrej roboty! Musiałeś wstać 40 minut wcześniej, żeby wypastować buty, ogolić się, zrobić fryzurę, znaleźć stylizacje i się wyprasować. Przecież to się samo nie robi. Ja wiem, że łatwiej jest założyć jeansy na dupę i bluzę z kapturem. Do tego adidasy i po sprawie. Ale w moim filmie postanowiłem, że będę eleganckim, zadbanym i przystojnym Panem, który balsamuje ciało, kremuje ręce, chodzi do fryzjera i depiluje pachy. I nie musi być pedałem czy pederastą. Po prostu o siebie dba.

To, że chodzę uśmiechnięty jest sztuczne i na pewno podejrzane. Może on coś ćpał? Jak tłumaczę, że to jest wyrobiony nawyk i że uśmiech zbliża ludzi, przekazuje energię i jest małym gestem, który zaraża. To twierdzisz, że ok ale pamiętaj o sobie i żebyś był prawdziwy. To jest prawdziwe! Jestem szczęśliwym człowiekiem, który potrafi doceniać każdy dzień ciesząc się tym co ma. Nauczyłem się wdzięczności i to dzięki niej taki jestem. Ale oczywiście to też jest złe. Bo może umrzeć mi matka i wtedy to na pewno nie będę szczęśliwy. A tak w ogóle to jestem młody i nie znam jeszcze życia. Jak umrze mi matka to się wtedy będę tym przejmował. Nawet jak tak się stanie to życie będzie toczyć się dalej. Taka jest kolej rzeczy, ktoś się rodzi,a ktoś umiera. Ja też umrę i nie wiem kiedy, dlatego korzystam z każdego dnia. KORZYSTAM, A NIE PRZECZEKUJĘ!

Jesteśmy młodzi, głupi i naiwni. Zobaczymy jak będzie za 10 lat. Z tego mam największy ubaw. Za 10 lat będę milionerem, który podróżuje po całym świecie swoim prywatnym odrzutowcem, sypia w najlepszych hotelach i nakręca ludzi do działania. Staram się tym nie przejmować, bo zazwyczaj najgłośniej ujadają SZARAKI, które cały życie harują na etacie za 1 500 zł i twierdzą, że tak świetnie znają życie. Czym jest życie w takim razie? Harowaniem za grosze i tułanie z miesiąca na miesiąc? Chlaniem co sobota, żeby tylko zapomnieć? Zapuszczaniem bebzola i twierdząc, że kto nie ma brzucha ten kiepsko rucha? Robienie z siebie męczennika narodów i użalanie się nad sobą? Robienie narodowego problemu z błahej sprawy?

Twierdzisz, że ja nie znam życia? Mam 23 lata i zarządzam firmą, której obroty w ciągu dwóch lat przekroczył ponad 1 000 000 zł. Ta gotówka przepłynęła przez moje ręce. Jestem ciekaw czy potrafił być negocjować transakcje o wartości 250 000 zł. Czy znalazł być inwestorów, wziął od nich pieniądze i zwrócił za parę miesięcy z grubym procentem? Czy umiałbyś konsekwentnie przeć do przodu i trzymać się obranego planu? Gówno, a nie znasz życie! Znasz ciułanie i życie w utartym bezpiecznym schemacie. Od 20 lat żyjesz tak samo i każdy Twój dzień jest nudną egzystencją. I doskonale o tym wiesz! Dlatego chcesz odebrać nam siły tymi hejtami, nienawiścią i docinaniem. Chcesz żebyśmy przestali to robić i żebyśmy dołączyli do grona OGÓŁU. Boli Cię i nie możesz patrzeć, że ktoś może żyć inaczej. Cierpisz, bo świetnie sobie zdajesz sprawę że nie wykorzystałeś swojej szansy i zamiast coś z tym zrobić, to twierdzisz że jesteś już za stary. Umarłeś jeszcze za życia!

A na koniec powiem Ci jeszcze jedno! Nasze cele są rozpisane w czasie na najbliższych 20 lat i obecnie jesteśmy na początku naszej drogi na sam szczyt, który sobie obraliśmy. To co teraz widzisz tzn. nasz biznes, nasze mieszkanie czy blog to błahostki. Wszystko jest w fazie raczkowania. Mamy dopiero po 23 lata i zaczynamy się rozkręcać. Ciekaw jestem jak bardzo będzie Cię skręcać za 10 lat?!

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

17 comments on Dlaczego nas nienawidzisz?

  1. kasia pisze:

    Jestem pełna podziwu dla WAS! Zastanawiam sie natomiast skąd biorą się tak zawistni ludzie?! Tak wiem zazdrość jest teraz na porządku dziennym, ale chciałabym żeby każdy hejter spojrzał na swoje życie i się o nim wypowiedział,a nie wchodzi z butami w czyjeś i hejtuje to czego sam nie jest w stanie osiągnąć.
    Jak mnie skręca w środku przez takich ludzi!

  2. Kamka pisze:

    Tak jest!

  3. Kuba pisze:

    Kocham was, jesteście wspaniali, niesamowici, wielcy.

    Ludzie to pionki, oni są elementem układanki przeszkód 😉 zobaczcie, dobre przesłanie! https://www.youtube.com/watch?v=Omq5alY40Ow

  4. Sebek pisze:

    Róbcie dalej co robicie i nie przejmujcie sie hatem. On jest i zawsze bedzie Wam towarzyszyl, a im dalej bedziecie tym hate bedzie mocniejszy. To jest naturalna kolej rzeczy. Internet pozwala na takie zachowania i ludzie z tego korzystaja, a nawet nie koniecznie tak musza myslec jak sie do Was zwracaja. Trzeba sie przyzwyczaic.
    Pozdrawiam
    “Don’t worry, be happy”
    “Everything is possible”

  5. fibby pisze:

    Hejterami to ja się nie przejmuję… Najgorsze, że dołuje najbliższa rodzina twierdząc, że nasza działalność długo nie pociągnie, że to tylko tak “na chwilę”, trzeba poszukać “stabilnej posady”… O awanturach z powodu przerwanych studiów nie wspomnę. Na szczęście od 3 miesięcy jesteśmy na swoim. Pozdrawiam, też w tym roku skończę 23 lata.

    • Vicky pisze:

      no niestety, mamy podobną sytuację – zresztą stąd ten post. Rodzina rani najbardziej. Ale trzeba zacisnąć zęby i robić swoje – udowodnić im wszystkim! Dacie radę!

  6. Martyna pisze:

    Wiecie że motywujecie do działania? Zaczęłam Was śledzić głównie ze względu na podobieństwo, na poglądy… Nie mam w sobie tyle siły co Wy żeby zająć się swoim życiem z takim rozmachem, jednak dzięki temu ze patrzę na Was i widzę że można, z każdym dniem wierzę w to bardziej..
    Szczerze wkurwia mnie podejście ludzi którzy narzekają jak im źle i niedobrze a gowno robią żeby to zmienić.
    Pracuje z ludźmi. Często słyszę słowa “a co Pani taka uśmiechnięta?”, wręcz z wyrzutem w głosie, a wtedy uśmiecham się jeszcze szerzej, dlatego że mogę, dlatego że lubię! Ludzie patrzą jak na nienormalnego, bo się zwyczajnie do kogoś na ulicy usmiechnie, bo potrafi się zrobić jakiś mały gest, aby wywołać uśmiech na twarzy kogoś innego. Nie rozumiem jak można żyć tylko w tym szarym świecie i nie wychodzić poza niego…
    Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko trudne do zdobycia, a przecież o to w tym wszystkim chodzi!
    Trzeba wychodzić poza schematy “normalności”, żeby nie żyć jak “normalny” człowiek (normalny czyt. właśnie, pracując całe życie na etacie za 1500, praca-dom-praca i wieczna walka z tym jak dożyć do końca miesiąca). To nie życie, to wegetacja.
    Dlatego tak często słyszę, że jestem nienormalna. Dziękuję <3 bo nie chcę taka być, bo norma normalności w tym kraju jest smutna i okropna.

    • Vicky pisze:

      pięknie to napisałaś <3 trzymamy za Ciebie kciuki, na pewno dasz radę zrealizować swoje cele i marzenia! i nie ma że nie, nie chcę nawet słyszeć, że nie masz siły!! wyobraź sobie, że jesteś wulkanem, który zaraz eksploduje i nakieruj tę energię na właściwy tor 😀

  7. Joan pisze:

    Ja już dawno zrozumiałam, że “normalność” to są po prostu jakieś wymyślone normy, które stawia nam otoczenie i których tak naprawdę nie mam ochoty spełniać. Słyszałam o tym, że rodzina potrafi nas zdemotywować, ale chyba nie wierzyłam w to albo myślałam, że nie dotyczy to moich najbliższych. Dopóki nie ujawniłam im mojego wcale nie tak ambitnego pomysłu. I wtedy właśnie upewniłam się, że muszę go zrealizować.

  8. Tadek pisze:

    Brawo, brawo, brawo i jeszcze raz brawo! Robicie kawał świetnej roboty i trzymam za Was kciuki. Nie zgodzę się tylko z jednym, czasami adidasy i bluza z kapturem potrafią kosztować więcej co niejeden garnitur. Pozdrawiam! 😀

  9. lel pisze:

    Bardzo słodkie i urocze. Teraz pozwólcie że ja, hejter i szaraczek w adidasach, dżinsach i bluzie z kapturem coś wam powiem.
    Czy dlatego, że parę lat temu podjąłem decyzję o tym, że już nigdy więcej nie będę smutnym człowiekiem w depresji, który nieustannie myśli o śmierci i nie czuje żadnego sensu życia?
    Nie
    A może dlatego, że nie poszedłem drogą mojego ojca i najbliższego otoczenia?
    Nie
    Nie stoi z kumplami po klatkach czy bramach pijąc browar, narzekając na to jak jest źle?
    Nie
    Może powinienem kraść tak jak oni i wylądować w więzieniu.?
    Też nie
    Chlać na umór, być agresywnym i się taczać po ziemi, bo jak nie piję wódy to jestem pizdą, a nie facetem?
    Nawet to nie. Żadna z rzeczy którą podałeś nie jest powodem dla którego spotykasz się z “hejtem”. Powiem więcej – jeżeli wszystko co napisałeś jest prawdą (a szczerze wierzę że tak jest), to możesz być naprawdę w porządku.
    Problem leży w innym miejscu. Chcesz być za to doceniany. Chcesz być doceniany za to, że nie jesteś kryminalistą, alkoholikiem, że nie masz depresji i uśmiechasz się do ludzi na ulicy.
    Umiałeś wynegocjować transakcje na dużą kwotę? Fajnie, ale to jakby kontrolerzy ruchu lotniczego chwalili się tym, że umieli nie doprowadzić do katastrofy samolotu pasażerskiego. Jestem ciekaw, czy potrafiłbyś obsłużyć ruch lotniczy wokół dużego lotniska lotniska, gdzie stalowe pudełka przewożące po setki ludzi latają sobie z prędkością 800km/h.
    Nie mówię tutaj w imieniu wspominanego przez Ciebie ‘ogółu’, tylko w swoim, to tylko moje zdanie. Może trochę też przesadziłem z tym hejterem, bo tak właściwie to jestem zafascynowany wami. Powodem tej fascynacji jest to, że chcecie być doceniani za coś, co powinno być standardem. Tak jak dla programisty to, że będzie pisał dobry i optymalny kod, o którym użytkownik nawet nie pomyśli, tak dla agenta nieruchomości to, że będzie zawierał wysokie kontrakty. Absolutnym standardem jest już to, że nie jesteście kryminalistami 🙂
    Także skoro już blogujecie, to blogujcie. Ale zachowajcie choć minimum dystansu do tego co robicie. Z własnego doświadczenia wiem, że brak dystansu zamienia krytykę, a nawet opinię, w ten słynny ‘hejt’.
    Pozdrawiam, hejter i szaraczek, co gówno wie o życiu.

  10. Justyna pisze:

    Czytam Waszego bloga od ponad roku, jednak do tej pory nigdy nic nie komentowałam. Powyższy tekst jest tak dobry i trafia tak bardzo w punkt, że aż zapragnęłam podzielić się częścią swojej historii, bo pasuje poniekąd 😉
    Wraz z narzeczonym żyliśmy w Polsce na całkiem niezłym poziomie. Oboje jesteśmy ludźmi, którzy chcą się rozwijać, chcą czegoś więcej od życia, chcą przeć do przodu. Pewnego dnia doszliśmy do wniosku, że w obecnym miejscu naszego zamieszkania nie uda nam się zdziałać tyle ile byśmy chcieli, a przede wszystkim, że nie uda nam się uzbierać odpowiedniej kwoty na zorganizowanie naszego wesela. Padła dość spontaniczna decyzja – przeprowadzamy się do innego kraju.
    Większość rodziny i znajomych zaskoczona, lekko przerażona, dająca ‘złote’ rady pod tytułem: po co, na co, a jak się nie uda, nie lepiej zostać w miejscu, może ch*jowo ale stabilnie… 😉 Mało kto w nas wierzył, oprócz nas samych. Zebraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechaliśmy nie mając załatwionej pracy, nie mając na miejscu znajomych, a jedynie ‘zamówiony’ przez internet pokój do nocowania. Tak oto w kwietniu minął nam rok od tej spontanicznej decyzji. Jakby tego było mało kilka miesięcy temu oboje rzuciliśmy pracę w fabryce by zająć się spełnianiem własnych marzeń. Każde z nas otworzyło własny biznes w branżach, w których chcemy się spełniać, które są naszą pasją i sprawiają nam przyjemność. Oczywiście kiedy poinformowaliśmy o tym najbliższych znowu spotkaliśmy się z demotywowaniem, brakiem wiary w nasze siły i możliwości, brakiem optymizmu i samymi ‘złotymi’ radami jak to najlepiej prowadzi się biznes i zarabia pieniądze. Nikt nie wierzył w nas tak mocno jak my sami w siebie.
    Nie każdego dnia jest kolorowo, początki są trudne, nie zarabiamy póki co jeszcze tyle ile planujemy ale … no właśnie wszystko mamy krok po kroku zaplanowane tak jak Wy 🙂 Wiemy do czego dążymy, co chcemy osiągnąć i podchodzimy do tego z uśmiechem na twarzy i miłością w sercu <3
    Za dwa miesiące nasz ślub. Dalej odkładamy na niego pieniądze ale żyjąc wciąż normalnie na zwykłym poziomie. Czyli jednak da się 😉

    Pozdrawiam Was serdecznie, trzymam za Was kciuki i przesyłam dużo miłości!!

  11. rainzug pisze:

    Jesteś zwykłym hiper-konsumpcjonistą, który uwierzył że jeśli ktoś jest nieszczęśliwy to przez brak wielkich pieniędzy i że bycie bogatym jest tym czego każdy chce. Guzik prawda, większość ludzi jakich znam jest nieszczęśliwa przez izolację, jaką stwarza pogoń za pieniądzem. Przez całkowity brak czasu i brak przyjaciół, jedno i drugie jest związane jedynie z zasadami jakie wprowadzili monopoliści na “rynku pracy”, inna sprawa że oczywisćie.. jakaś jednostka może sobie wydrzeć karierę po trupach innych, ale twierdzenie że można to zrobić masowo jest czysto iluzjonistyczne. Sprawa nienawiści rozchodzi się o coś takiego jak “prawo do życia” które wśród ludzi żyjących od milionów lat zapewniali Ci ludzi z tobą związani, których naturalnie akceptowałeś (twoje stado, które rozmywa się ku społeczeństwu, którego nie akceptują ludzie aspołeczni, których jest większość, dla nich obcy to wróg, a swoje stado to rodzina), teraz zupełnie obcy facet który akurat ma pieniądze rozdaje im prawo do jedzenia, to wywołuje agresję. Nienawieść do bogatych jest w istocie buntem przeciwko zasadom dzięki którym Ty jako bogaty, rozdajesz prawo do życia, a biedni nie tolerują Ciebie jako swojego boga i będą się cieszyć Twoją smiercią i każdym Twoim nieszczęściem, nie odbieraj tego osobiście, oni nienawidzą systemu, nie Ciebie. Każdy ma swą dumę, większości nie pozwoli ona mieć nad sobą kogoś kto decyduje o tym czy masz prawo dziś jeść, powiem więcej ta nienawiść przerodziła by się w morderstwa gdyby nie służby porządkowe. To walka klas, która będzie wiecznie powodować okresowe rewolucje strącające głowy, a przedstawiciel jednej nigdy nie zrozumie drugiej. Ty chcesz być ambitny i otoczony drogimi duperelami dla Ciebie to szczęście, a oni naprawdę chcą jeść, odpoczywać i prawie nie pracować w gronie swych znajomych i w swoim brudnym świecie tandetnych staroci, ale to bogaci zabrali im tą możliwość budując bardzo wyspecjalizowane przedsiebiorstwa które zalały cały rynek, gdzie ktoś mało ambitny i aspołeczny nie ma pracy innej niż niewolnicza, gdyby nie Wy on sprzedawał by marchew 4 godziny dziennie przy drodze i dobrze by mu z Tym było, to ambitni wprowadzli świat codziennej pracy, dojazdów, dróg, szkoleń, samochodów, kursów, papierologii, świat braku czasu, zakupów i pogoni. Jedyną szansą na powrót starego jest dla nich wasza śmierć i to jest akurat prawda. Wasz błąd to myślenie że każdy chce błyskotek nowoczesnego świata i ich Wam zazdrości, a tak naprawdę wielu chciało by móc żyć w świecie którego się brzydzicie, lecz Wy zakopaliście ten świat dawno temu swoją owszem ciężką ale dla nich bardzo szkodliwą pracą. I nie, nie są Wam wdzięczni za służbę zdrowia i komputery, woleli by umierać wolni. Większosć naprawdę szczęśliwych Polaków to głupcy z zapadłych wsi, wstydzący się “ludzi” ale zapewniam Cię że wśród swoich ich poziom serotoniny w mózgu jest nieosiągalny nawet dla Was, cóż dopiero dla tych którym się nic nie uda a biorą udzieł w wyścigu (będzie ich większość 70-80% to czysta mechanika kapitalizmu i na nic dobre chęci i wiara).

  12. Ola pisze:

    Oby było więcej takich ludzi. Świetny wpis. Powodzenia!

  13. leyla pisze:

    Mnie też przeraża ta nienawiść, tylko dlatego że komuś udaje się bardziej… niejednokrotnie się z tym spotkałam, ale kilka dni temu to już było przegięcie. Mam niezaradną znajomą, która ma 38 lat i zero pracy kiedykolwiek, mieszka w mieście wojewódzkim i twierdzi że nie ma dla niej pracy. Zawsze znajduje wymówki – jak doradziłam agencję pracy to stwierdziła że nie pójdzie bo trzeba być zarejestrowanym w urzędzie pracy – co jest nieprawdą! do urzędu pracy się nie zarejestruje bo pisze artykuły do różnych portali, za co zarabia ok 100zł w miesiącu. Nie chciała uwierzyć, że mimo to może zarejestrować się w urzędzie pracy i korzystać z ofert. Do darmowej szkoły typu żak stwierdziła że się nie zapisze, bo jest już za stara i ma jeden kierunek. A u mnie kształcą się kobiety w wieku 60 lat, ja sama mam już 3 kierunki które pomagają w znalezieniu pracy. Także radziłam jej z doświadczenia, bo sama zaczynałam od zera – z partnerem zaczynaliśmy od pracy w polu za grosze, dużo pracowaliśmy, oszczędzaliśmy, żeby wyjechać i spełniać marzenia. Wyjechaliśmy do innego miasta, gdzie dostaliśmy dobrze płatną pracę. Teraz podróżujemy po świecie. Zawsze o tym marzyliśmy. A ona marzy o podróży do Londynu i płacze, że 70zł za bilet to tak dużo. Ale do pracy nie chce iść. I gdzie tu sens? Prosi o rady i je odrzuca. Kilka dni temu dowiedziałam się, że pisała o mnie ukryte posty na fb, żeby reszta znajomych (oprócz mnie) to widziała i wszyscy pisali że jestem głupia, nie wiem co robić ze swoim życiem… ona chyba oczekiwała, że będę ją głupio pocieszać (na pewno w końcu pojedziesz do Londynu, Bóg tak zdziała) zamiast motywować do działania… Woli żyć w sferze marzeń i chyba chce, żeby inni jej wmawiali, że za kilka lat szczęście spadnie na nią z nieba. Że nie trzeba nic robić. Przykre.

    • Vicky pisze:

      Ehh ludzie… Nasz kolega też przychodził do nas pojęczeć i ponarzekać i nigdy nic nie chciał zmienić. Przez 7 lat siedział na dupie, nie chodząc do pracy ani do szkoły i tylko narzekał, jak mu źle i jak się z dziewczyną nie układa (ciekawe, co mogło ją tak wkurzać? pewnie to, że chciała w końcu z nim zamieszkać a on o pracy nie myślał :P) i w końcu któregoś pięknego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam mu wprost “Stary, albo coś kurwa zrób ze sobą, albo wypierdalaj i nie przychódź już tu więcej bo mam dość słuchania wiecznie tego samego!”. I co się stało? Kolega siedzi obecnie w Niemczech, zarabia pieniądze, żeby móc zabrać dziewczynę na święta na Teneryfę 😀 Morał jest taki, że szkoda swojego życia na wysłuchiwanie tych badziewi. Takim ludziom trzeba dać ultimatum – i albo poskutkuje, ale trudno – nie ma co gnić przy ludziach, którzy ściągają w dół!!

up