Nowa inwestycja ETAP II – MINIOMKI OKO W OKO Z PROBLEMAMI

4 stycznia 2020 18:33 0 1375

Kupiliśmy dom i Wam o tym powiedzieliśmy (post o tym tutaj). Na długi czas zamilkliśmy i pewnie jesteście ciekami co dalej z tą inwestycją i na jakim jest etapie. Po drodze wydarzyło się wiele trudnych spraw i trzeba było wszystko rozwiązać, żeby informacje dla Was były jak najbardziej zgodne z prawdą. Pora odkryć wszystkie fakty z tego wspaniałego i bardzo trudnego przedsięwzięcia. 

MINIOMKOWY PROJEKT INWESTYCYJNY

WSPÓŁDOM WIELOMIESZKANIOWY

ETAP II: PROBLEMY Z SĄSIADAMI I WSTRZYMANIE INWESTYCJI

Wielkie marzenia mają to do siebie, że bardzo trudno jest je urzeczywistnić. Znaleźliśmy świetną nieruchomość, udało się ją kupić, przejąć i zaplanować co możemy z niej zrobić. Pozostało jak najszybciej przejść do prac i ukończyć to dzieło. Tak jak robiliśmy do tej pory. Cała na przód i ogień! Tym razem nasz rozmach i nasza robota nie spodobała się sąsiadom z okolicy, którzy zwyczajnie w świecie zaczęli być zawistni. Groźby, ubliżanie i wielka nagonka na to, że jesteśmy przestępcami. Całe życie wiedzieliśmy, że Polacy to zawistny naród, ale zawsze wierzyliśmy, że nas to omija i my takich ludzi nie przyciągamy, bo sami tacy nie jesteśmy. Jak widać nasz światopogląd się załamał po tym jak przyszło oficjalne pismo z Nadzoru Budowlanego o tym, że jest donos. Do tego jeszcze z paru instytucji takich jak Urząd Skarbowy, Ochrona Środowiska Pracy, dzielnicowy itd. Uprzykrzanie nam życia na całego się rozpoczęło. Około 3 m-c po kupnie nieruchomości.

I zaczęły się schody.

Pieniądze na inwestycję od inwestorów mamy pożyczone na ogół na rok czasu i po roku od pożyczki musimy się spłacić, albo chociaż oddać odsetki i ewentualnie aneksem przedłużyć umowę o następny okres. Wiedzieliśmy, że nie ma szansy na to, żeby sprzedać to wszystko do końca roku, bo mamy rozpoczętą budowlankę i wszystko stoi, a zima nadciągała tydzień za tygodniem. W wakacje 2018 roku po raz pierwszy wpłynął wniosek o tym, że Nadzór zbada, czy na budowie nie ma żadnych przewinień. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej wizyty, więc postanowiliśmy, że zatrzymamy pracę, chłopaków przerzucimy na 2-3 miesiące na inną nieruchomość (wtedy jeszcze mieliśmy taką możliwość), a wrócimy od września/października. Nie mogliśmy od tak zerwać umów z brygadami, bo wiedzieliśmy, że później nie wrócą do nas i nie skończą nam tego co trzeba skończyć. Przez ponad 4 m-c stało sobie to wszystko. W październiku 2018 roku ponownie rozpoczęła się ofensywa budowlana, Nadzór stwierdził, że nie ma się czego przyczepić i sprawa została umorzona. Wiedzieliśmy, że mamy maksymalnie dwa miesiące do zimy, a na budynku nie było elewacji, nie dociągnęliśmy wody, gazu czy prądu. Musieliśmy określić plan na najpilniejsze prace z zewnątrz, żeby zima nie zniszczyła tego, co udało się zrobić do tej pory. Udało się nawet sprzedać mieszkanie i odesłać część kosztów inwestorom, ale okazało się, że sąsiedzi po tym jak zobaczyli naszą ofensywę i to, że nieruchomość coraz lepiej wygląda, zaczęli znowu donosy do Nadzoru Budowlanego i pełne kontrolowanie budowy, do tego stopnia, że musieliśmy założyć monitoring, bo wchodzili nam bez pozwolenia na posesję i buszowali. Po tym kolejny plan ofensywy całościowej runął i nie mieliśmy jak przerzucić chłopaków, bo to była nasza jedyna inwestycja na tam ten moment i wypłaciliśmy im za pracę, które zrobili do tej pory, po czym musieliśmy wypowiedzieć umowy i nie mogli skończyć swojej pracy w pełnym wymiarze zlecenia i wziąć pieniędzy, które mieli zarobić na święta. Z wieloma przez to drogi nam się rozeszły. Czują żal i mają pretensje. Ale cóż, nie mogliśmy nic zrobić.

Po tym kolejnym ruchu stwierdziliśmy, że zatrzymujemy wszystko na maksa i czekamy, aż oficjalnie się to zakończy. Sprawa trwała prawie cały 2019 rok. W tym czasie nic nie robiliśmy z cała inwestycją. Skupiliśmy się na tym, żeby zarabiać pieniądze gdzie indziej, wycofywać oszczędności i prywatną gotówkę, aby spłacić cały zadłużony kapitał na tą inwestycję. Mieliśmy terminy, a nie każdy akceptował przedłużenie, powiedzmy sobie delikatnie, miał w nosie nasze problemy, bo mógł zabrać nam inna nieruchomość np. prywatną. Cały rok harówki na to żeby spłacić długi, bo pieniądze ludzi były zamrożone. Do tego, nie mamy stałej pensji, więc musieliśmy też z czegoś żyć. Inwestorzy już nam tak nie ufali i nie każdemu się to podobało co się dzieje. Do tego blog, podróżowanie i Teneryfa. W jednym czasie wszystko przy hamowało, bo nieruchomości w tej układance były kluczowe. O kurwa ŚWIAT się wali, co dalej z nami będzie? Poddać się i odpuścić wszystko – ogłosić bankructwo, czy znaleźć światło w tunelu i całą tą sytuacje przebić w największego farta na ziemi?!

O tym dowiesz się w następnym poście ETAP III.

Była to dobra lekcja pokory do tego, że nie zawsze można wszystko mieć tak jak się chce. Kontrola nauczyła nas, że wszystko trzeba robić z jeszcze większą precyzją i z jeszcze większymi drobiazgami. Jeden mały błąd może zrujnować wszystko. Ale poradziliśmy sobie z tym i to opanowaliśmy. W kolejnej części dowiesz się jak wykorzystaliśmy nasze życiowe tornado w zmianę tego na lepsze życie i osiągnięcie upragnionego celu. Nie nie dzieje się bez przyczyny.

Kategorie
Tagi

Zobacz wpisy

Dodaj komentarz

up